Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
sobota, 14 czerwca 2008 - 23:16

Strona gotowa do druku
WH40k
Jakie jest Arche Galaktyki?
autorstwa profesura doktura chabylytowanygo docenta inż. Peryklesa Bździny


Oto pytanie podstawowe, odpowiedź na które da nam możliwość dalszego logicznego wnioskowania. Jaka jest praprzyczyna i jednocześnie zasada leżąca u podstaw wszystkiego?
Jeśli istnieje Arche, to czy istnieje jedno wspólne uniwersalne Arche akceptowalne dla wszystkich ras Galaktykę zamieszkujących czy też jest inne dla każdej z nich?
Koncepcję wielo-jakości Arche Galaktyki możemy od razu skreślić jako nielogiczną. Arche jest Prawdą, w znaczeniu uniwersalnym, jest Prawdą Twórczą i Prawdą Sprawczą. Jest Pierwszym Słowem i będzie Ostatnim. Nie może istnieć Pierwsza prawda będąca prawdą w jednym ujęciu a w innym będąca fałszem. Zarówno człowiek jak ork jak eldar jak nekron itp, musi uznać prawdziwość twierdzenia będącego Arche Galaktyki.
Jakie jest więc Arche Galaktyki?
Czy jest nią woda jak chciał by tego Tales z Miletu? Na pewno nie. Woda, jako oczywiste źródło wszelkiego życia, mogła być symbolem Arche jedynie dla ojca filozofii przyrody, żyjącego w czasach tak odległych, że jego bezpośredni przodkowie biegali owinięci skórami wiewiórek szablastozębych po swojej jaskini i bazgrolili na jej ścianach węgielkiem mamuty. Nawet jeśli woda była dla Talesa jedynie symbolem odzwierciedlającym wieczną zmianę formy jako istotę wszechrzeczy tedy ten pierwszy z wielkich jończyków określił by w ten sposób Arche Tzeencha i stał się jego pierwszym znanym wyznawcą i piewcą.
Jeszcze mocniej jestestwo Galaktyki połaczył z Tzeenchem Heraklit z Efezu. Jego pojęcie wiecznej zmiany będącej warunkiem istnienia, spostrzeżenie, iż jedynie zmienność jest niezmienna, więc to ona musi być Arche wszechrzeczy, stawia go na piedestale wyżej nawet niż Magnusa Czerwonego primarchę Tysiąca Synów. Tzeenchową i chaotyczną naturę Heraklita z Efezu jeszcze dosadniej obrazuje symbol jaki obrał na wyrażenie swej diabolicznej, wiecznozmiennej Zasady: ogień. Nie ogień domowego ogniska dający ciepło i broniący przed mrokiem, lecz Ogień wiecznie żywiący się tym co spala, spopielający i z popiołów odradzający się w nieustannym cyklu zmian. Ostatecznym dowodem na tzeenchowość Heraklita niech będzie jego uwielbienie mądrości-Logosu, gdy tymczasem wszyscy doskonale wiemy, że to Ignorancja jest Cnotą.

Anaksymander i Anaksymenes, dwaj kolejni przedstawiciele jońskiej szkoły filozofów natury upatrywali Arche odpowiednio w bezkresnym Apeironie oraz w Powietrzu. Anaksymander zbliżył się bardzo do logicznej prawdy. Jego Apeiron, Bezkres, Wszechprzestrzeń może być w sposób łatwy i sensowny zinterpretowany jako Galaktyka właśnie, albo raczej Wszechświat, w którym Galaktyka jest umieszczona. Dla Anaksymandra Apeiron trwa od zawsze i trwać będzie po wieki, nie ma końca ani początku a Wszystko tkwi w nim, ma w nim swój początek i koniec, przeto jest on w jego rozumieniu Zasadą właśnie. Bliski jest Anaksymander prawdy, szuka w dobrym kierunku jednak mimo wszystko pudłuje. Jego Arche nie jest bowiem Zasadą lecz jednym z dwóch aksjomatów mogących Arche określać, kantowskich form poznania, a mianowicie Przestrzenią (drugim atrybutem jest oczywiście Czas o czym szerzej za chwilę jak tylko dobrniemy do Immanuela Kanta... o ile w ogóle dobrniemy).
Anaksymenesa możemy sobie w całości podarować, z jego idiotycznym pomysłem Arche-powietrza, sam filozof przyznał by mi rację gdyby choćby dwie sekundy spędził za burtą imperialnego krążownika, w mroźnej bezwietrznej pustce... Powietrze... też mi pomysł.

Kolejnym myślicielem z ciekawą koncepcją był Empedokles. Jego Arche ma postać czterech korzeni-pierwastków: wody, powietrza, ziemi i ognia, scalonych, ożywionych i wprawionych w ruch przez energię sił sprawczych: miłości i nienawiści. Wszystko było by cacy, gdyby tylko w Galaktyce istniała Miłość. A Miłość nie istnieje w Galaktyce w żadnej formie i pod żadną postacią. Gdyby jednak z systemu Empedoklesa usunąć Miłość pozostało by nam takie nie-do-końca empedoklesowe twierdzenie: wieczna materia utożsamiana przez cztery korzenie-pierwiastki wprawiana jest w ruch przez energię Nienawiści. I to jest strzał w dziesiątkę, może nie w samo centrum środka tarczy, ale odpowiedź leży na wyciągnięcie ręki.

Po prawdzie obraz jest na tyle wypaczony że z Empedoklesem ma już niewiele wspólnego, gdyż jego myśl, jak większość myśli poprzedników i następców kręci się wokół dualizmu i przeciwstawności, zgodnie z zasadą „jeśli jest mokre to jest też suche; jeśli jest światło to jest też brak światła no i oczywiście jeśli jest Nienawiść to musi również być Miłość”. No cóż.

Nic co ludzkie nie jest perfekcyjne.

Poszukajmy dalej.

Więc może Pitagorejczycy i ich koncepcja Liczby. Cefery. Kabalistycznego niemal bałwochwalstwa dla potęgi matematyki? Wszak liczba jako synteza czegoś nieograniczonego w granicy może być elementem ograniczającym lub determinującym wszystko, co istnieje i wszystko da się opisać szeregiem liczb, wzorem, matematycznym dowodem. Niegłupia koncepcja, naprawdę niegłupia. Niestety Galaktyka już przechodziła okres fascynacji liczbami, który zakończył się zniszczeniem wszystkich maszyn liczących i rozłupaniem czaszek ich twórcom. Mroczny Czas Technologii przeminął i Liczba, jako Arche została nieodwołalnie zrzucona z piedestału i nie ona jest Zasadą.


Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

Ardis_deLeveren
15-06-2008 - 07:42

Czy przeczyta? Ba! I to z przyjemnością! :D Naprawdę zarąbisty wywód, panie profesurze (a najlepsze, że nie pozbawiony logiki). ;] Nigdy nie sądziłem, że coś tak bzdurnego, jak filozofia, można wykorzystać do tak ciekawych celów... :D

Inkq
15-06-2008 - 12:05

Bracie Ardisie filozofia to nie jest bzdura razem z Królową Nauk Matematyką filozofia jako doradca jest pełnią wiedzy i woli pojmowania wszelakiej i wszelakiego.

Hegla nie ciepię dla mnie ten facet powinien spłonąć na stosie, za swoje powtarzalstwo i wiele bzdur które wypowiedział i wiele zasług sobie przypisał a które odebrał innym filozofom. Na stos!

Zresztą Pitagorejcycy podnieśli największą z mozliwych klęsk w swoim podglądaniu świata. Odkryli liczby niewymierne i wielu odebralo sobie życie pod czas tak wielkiej tragedii.

Ci którzy przeżyli skierowali swoje kroki w stronę geometrii akuzmatycy oni stwierdzili że liczby może nie są ważne a tak naprawdę geometria i odpowiednie stosunki, można powiedzieć że bodadali pomysł Platonowi.

Może później skończę bo muszę lecieć...

brother_bethor
15-06-2008 - 14:13

Tylko umysł dra Ibsena mógł spłodzić to poronione filozoficzno-figurkofiliczne dzieło :D Świetna lektura na odpoczynek po kopaniu rowów przeciwczołgowych.

Inkq
15-06-2008 - 20:52

...wróciłem. Co do spadkobierców pitagorejczyków to ich spadkobiercami są najprawdopodobniej Adeptus Mechanicus.

Co do samego tekstu jest on kapitalny w swojej zwięzłości i przesłaniu. A podsumowanie jest na tyle odważne ze drogi Ibsenie jeszcze trochę a mógłby być stos, jeśli ten tekst byłby wygłoszony przed ludem Imperium, obrońcami ludzkości.

Ardis_deLeveren
15-06-2008 - 23:43

Ale przecież Ibsen prawdę powiada, kolego Inkwizytorze, i rację ma... Dlaczego więc na stos? A, fakt, zapomniałem... Takich właśnie się pali. ^^

A jeśli chodzi o filozofię jako taką, to ona JEST bzdurą. Marną wymówką dla obiboków i darmozjadów, chroniących się przed uczciwą pracą pod pozorem odkrywania wielkich prawd objawionych o świecie. ;) Pokażcie mi, panie kolego, jednego człowieka, któremu filozofia uratowała życie... Nawet, jeśli takiego znajdziecie, ja pokażę Wam natychmiast tysiąc takich, którym życie uratowała solidna praca i DZIAŁANIE, a nie siedzenie i kombinowanie, z jakiej przyczyny wszechświat się kręci... ;] Poczynić tu jednak należy pewne rozróżnienie, żeby nie było wątpliwości - poznawanie świata i prawideł nim rządzących na drodze naukowej (jakkolwiek możliwości takiego poznania nie byłyby ograniczone - vide filozofowie natury i ich prapoczątki nauki), to jedno - a siedzenie i pieprzenie o bzdurach, to drugie.

Poza tym, filozofia nie tylko nie pomaga, ale często wręcz szkodzi... Popatrzmy, do czego doprowadziła i czemu służyć może filozofia siły i ideał nadczłowieka; dialektyka marksistowska; wszelkie mrzonki o utopiach...

A koronnym dowodem na niesłuszność samego uprawiania filozofii jest nasze ukochane Imperium, gdzie nikt się nad niczym nie zastanawia, każdy zna swoje miejsce i pracuje dla dobra całej ludzkości i na chwałę Imperatora. :] A gdy tylko ktoś zacznie myśleć, od razu są z tego kłopoty...

Inkq
16-06-2008 - 09:49

Widzisz Barcie Ardisie nie ma problemów, bo takich właśnie się pali.

A po za tym: Have no fear, Inquisition is here!

Czyli obrońcy moralności!

A ja się zgodzę że samo filozofowanie jest "kija" warte. Lepiej wrzucać kamienie do czyjegoś ogródka. Ale filozofia jako dodatek to już jest coś. Ba można nawet filozofować na chwałę Imperatora, byle lud by o tym nie wiedział. Tam Ibsen coś pisał o związku Ludzkiego Imperium z planami Platona co do państwowości.

ibsen
16-06-2008 - 11:28

Nazwijmy rzeczy po imieniu. To nie jest tekst filozoficzny tylko kabaret z wyliczanką podręcznikowych regułek w tle, o co generalnie chodziło, żeby było śmiesznie.

W dyskusję o samej filozofii się nie wdam, bo nie mam ani wiedzy ani kompetencji. Ot, na świecie zawsze byli ludzie, którzy lubili myśleć i ci drudzy, którzy po prostu konsumują cudze myśli. Nie mi oceniać, która z tych dróg jest słuszniejsza.

Inkq
16-06-2008 - 12:35

Ibsenie chcąc nie chcąc jest traktat filozoficzny. Kij z tym że do figurkowego świata ale jest xD Chcąc nie chcą napisałeś nie tyle kabaret z wyliczanką ile tekst filozoficzny.

Matematyk jest tanim pracownikiem. Potrzebuje ołówka, kartek i kosz na nietrafione pomysły.

Filozof jest jeszcze tańszy, potrzebuje tylko ołówka i kartek. :D

ES
16-06-2008 - 13:31

Przedni tekst, Łukaszu, po prostu przedni... Jest jak podróż przez świat Zofii autostradą warpową. A sposób, w jaki oddałeś przechodzenie od jednego browara do sześciu... Płynnie, coraz bardziej płynnie, aż do spienionego finału. Wielkie gratz!

Morkai
17-06-2008 - 12:59

Brawa! Doskonały tekst. POtrafiłeś Łukaszudokonac idealnej analizy niejako geometrii naturalnej etyki prostomyślności, w sensie zdolności osadzenia mysli abstrakcyjnej w przestrzeni bezpośrednio ludzkiej!

Bo przecież idea etyki prostomyślności wyrasta bezpośrednio z eutyfroniki, której ideą jest stworzenie człowieka prostomyślnego, odpornej na alienacyjny, frustracyjny wpływ dynamicznie rozwijającej się i wszędobylskiej w wh40k TECHNIKI. Przyznasz przecież, że zadaniem eutyfroniki jest samoobrona osobowości przed przytłaczającą dominacją techniki i automatyzacji (Piotrze! Zauważ jakaż stąd bije niechęć do Adeptus Mechanicus!), przed natarczywością ich ingerencji we wszystkie dziedziny życia w Galaktyce...

NIemniej z drugiej strony życie ras w galatyce wymaga kontroli impulsów spontanicznych (thymos), tych powstających w międzymózgowiu przez procesy wyższe, zwane racjonalnymi (phronesis), zawiadywane przez korę mózgową i mające związek z kulturą konkretnej, występującej w naszej grze rasy. Ale jednocześnie problem autopsji, bezpośredniego poznania życia, staje się dzisaj jedną ze szczególnych czynników napędzających ten "mroczny czas wojny". Paradoks? może... Niemniej jest w tym wbrew pozorom sporo harmonii - żeby użyć słów Nietzschego - buntowniczej spontaniczności dionizyjskiej - niezbędnej jako jarzmo i uzupełnienie appolińskiego porządku, opartego na ROZSĄDKU. Jak fajnie w tym wypadku pasują słowa Spinozy - kto żyje za przewodem rozsądku ...ten dązy wedle możliwości do WYWZAJEMNIANIA się za nienawiść, gniew, lekceważenie..itd.

Teks przedni Łukaszu. Ale zupełnie nie zgadzam się, że Tomasz z Akwinu tutaj nie pasuje. Cała koncepcja ISTNIENIA...wszystkie wywody na ten temat...pasują moim zdaniem. Zresztą nie mogą nie pasować, skoro Imperator jest tak mocną mentalną kalką Chrystusa.....

ibsen
17-06-2008 - 16:15

Łeeee... eeee... uuuu... ze co?

Panie miłomściwy Sebastyjanie?

Wy mnie łobrazić kcecie? Kruca fuks? Ze thymos jestem? Samiście som thymos i thotamtos jesce. Kruca fuks. Jo zem ino z miesiuncnika "Łozimina - psyjaciel kozdego ziarnojada" wzioł i psepisoł. Sie psyznajem. Takoz do tego, co zem w zesłom niedziele w ksokach kole remizy wydupcył córke starego Jóźwy oraz ze zem ukrod zgzewke wina "Zbójeckie Szardone" w Lidlu w Nowem Targu kaś w połowie maja. I ni mom zadnego phronesis ani inkszych problemów z erekcyjom.

Góóóóry moje góóry!

Duuuse bym wom spsedoł!

A thymos i phrenesis !

To jest stary pedoł ! Heeej

Morkai
18-06-2008 - 08:41

Eeee.no to ja myślałem że porozmawiamy o człowieku jednopojawieniowym ...omówimy manifest solipsyzmu momentu recentywistycznego...zajmiemy się wewnętrzną dialogizacją zasady samoistnej świata i zasad rzeczy.... aż na sam koniec omówimy sobie zakres pojęciowy neoplatońskiej henady....

.....jestem trohe rosczarowany. Miauem ohote podebileberować

Inkq
18-06-2008 - 11:56

Ibsen napisałeś: "inkszych".

Ja tam mam wszystko w porządku.

Nie mieszaj mnie do waszej dysputy z kolega Morkei'em! Ok?

Tak po za tym to należało by dodać że:

Po wielu odkryciach(1) pewni odkrywcy dokonali(2) następującego odkrywczego(3) odkrycia(4) :P

Platon grał BA, a Arystoteles grał Flash Tearers :P