Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
poniedziałek, 19 stycznia 2009 - 18:49

Strona gotowa do druku
WH40k
Oj długo mi się zbierało na napisanie tej recenzji. Tak długo, ze wyszła z tego dosyć długa recenzja, bo czytało się naprawdę dobrze i na czytanie zawsze znajdowałem czas, gorzej z pisaniem.

Dana Anetta specjalnie reklamować nie trzeba. Każdy kto czytał Eisenhorna z całą pewnością pozostał pod dużym wrażeniem umiejętności tego pisarza. W ogóle ta powieść jest pewnego rodzaju punktem odniesienia do ocen innych jego książek. A już najsilniej porównywane ze sobą są Eisenhorn i Ravenor. I myślę, że te porównania są nie do uniknięcia.

Historia Ravenora rozpoczyna się jeszcze w trzecim tomie Eisenhorna – Hereticus. Ravenor ma wtedy rangę interegatora i dopiero aspiruje do Inkwizycyjnych zaszczytów. A jego mistrzem jest nie kto inny tylko Gregor. I ten nasz stary wyga widzi w Ravenorze najzdolniejszego ze swoich uczniów. Do czasu kiedy Ravenor niemalże ginie i staje się czymś w rodzaju inkwizycyjnego drednota. Tylko, że nasz Ravenor nie używa wielkich stalowych szponów, ale swojego umysłu. Jest bowiem potężnym psionikiem.

Taki jest mniej więcej stan wyjściowy do trzech tomów opowieści o Ravenorze. Czym zatem się różni Ravenor od Eisenhorna? Gdybym miał opisać to jednym słowem to powiedziałbym, że w Ravenorze jest bardziej duszno.

Przede wszystkim trzy tomy Ravenora to jedna i ta sama opowieść. O ile każdy z tomów Eisenhorna to osobny spisek, osobna intryga to w Ravenorze każdy następny stanowi kontynuację poprzedniego. Dlatego Ravenora trzeba czytać w odpowiedniej kolejności - "Ravenor", Ravenor Returned" i "Ravenor Rouge". Takie rozwiązanie czyni z tej powieści bardzo epicką i doskonale rozrysowaną opowieść tak od strony naszego bohatera jak i od strony jego nemezis, jego antytezy i jego przeznaczenia.

Najbardziej wyraźna różnica dotyczy jednak bohaterów inkwizycyjnych trylogii. O ile Eisenhorn jest kimś w rodzaju niezwyciężonego rycerza, często samotnie rzucającego się w wir walki, to Ravenor z uwagi na zamknięcie w swoim sarkofagu jest raczej mózgiem grupy, działającym poprzez członków swojej świty (czasami "działającym poprzez" w sensie dosłownym). O ile Eisenhorn jest człowiekiem z krwi i kości to Ravenor jest bardziej umysłem. Częściej Ravenor działa poprzez moc swoich umiejętności psionicznych niż wykorzystując sarkofag, w którym jest zamknięty. O ile Eisenhorn potrafił kochać o tyle Ravenorowi pozostały co najwyżej wspomnienia dawnych miłości i gorycz samotności.

Trochę inny jest też świat, którego opisy znajdujemy w Ravenorze. O ile w Eisenhornie bywał on mocno fantastyczny, miejscami bardzo barwny a rzadko, ale jednak optymistyczny, to w Ravenorze jest mocno depresyjny. Chyba najlepsze sceny z wszystkich książek to właśnie opisy umysłu Ravenora wędrującego poprzez te zapomniane przez Imperatora miejsca. Na długo pozostają w pamięci. Warto uważnie je czytać, bo mimo, iż nie posuwają akcji do przodu to doskonale w nią przenoszą.

Nad stylem i jakością całości nie ma się co specjalnie rozpisywać. Dan Abnett po raz kolejny udowadnia, że jest najlepszy. Książki czyta się szybko, w miarę lekko, dużo się dzieje, ani na moment nie wieje nudą, a już na pewno nie jest płasko i przewidywalnie. Wszystkie postaci są dobrze opisane, mają własne osobowości i można się z każdą z nich zżyć. A już na pewno nie brakuje w Ravenorze tajemnicy, zdrady, ludzkich słabości i intrygi. Odkrywanie kolejnych ich warstw usatysfakcjonuje najbardziej wybrednych fanów Sherlocka Holmesa 41-millenium.

Na zakończenie, bardzo często słyszę, że "Ravenor" jest słabszy od "Eisenhorna". Nie w mojej opinii. Może Ravenorowi brakuje tej świeżości, którą zaskakiwał Eisenhorn, ale tylko dlatego, że Ravenor został napisany później. Po prostu zastanawiałem się jak odebrałbym Eisenhorna, gdybym najpierw przeczytał Ravenora. Być może uznałbym, że Eisenhorn jest zbyt bajkowy? Kto wie?
Notatka: Ps. Dzięki serdeczne dla ESa za wypożyczenie Ravenora ;).


Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

Skoti
19-01-2009 - 19:27

Własnie czytam Raveonora, jest świetna. Ale nie czytałem Eisenhorna. Zobaczymy czy będzie tak jak to opisaleś - zderzenie dwóch Inkwizytorów. Zobaczymy, na pewno to napiszę :)

A seria Herezji Horusa rośnie w siłę i oczekuje na swoją kolej.

ES
20-01-2009 - 15:19
Wielkie dzięki Sławku za te recenzje.
Do Ravenora, jak zresztą wcześniej do Eisenhorna, zachęciłeś mnie bardzo.
Z cyklem HH jestem prawie na bieżąco, ale jakoś nie przełożyło się to na recenzje, więc tym bardziej balszoje Tobie spasiba!

Skoti: podejrzewam, że czytanie Ravenora przed Eisenhornem może popsuć nieco zabawę, ale niechaj Slaw się wypowie w tej kwestii.
Skoti
20-01-2009 - 22:53

ES'sie teraz wiem, że może popsuc zabawę. Ale jak zaczałem czytac Ravenora to nie wiedziałem, że najpierw trzeba przeczytac eisenhorna. Teraz już wiem, ale jestem jakieś 80 stron do zakończenia więc już skończe to co zacząłem. Dzięki Twojej recenzji zakupiłem trylogię o SM :)

Morkai
21-01-2009 - 08:44

Bardzo fajnie się czytało Sławku! Dzięki bardzo za przybliżenie. Co do myśli Twojej dotyczącej Herezji Horusa...to mam wrażenie że całej tej serii przyświeca takie założenie: NIC NIE JEST TAKIE JAKI SIĘ WYDAJE....

A że czytam właśnie Legion, to od razu napiszę, że i tak nic nie jest takie jakie jest w zakresie jakim miało nie być! Spiski są wszędzie i nigdzie ich nie ma takimi jakie są tutaj. Dlatego Grammaticus miał rację...albo jej nie miał...

Good job i pozazdroszczę tylko czasu na czytanie ;)

Inkq
10-02-2009 - 14:30

Zakupiłem i czytam Esienhorna. :P Czyli we właściwej kolejności. Dzieki Slaw za recenzję. Jak tylko skończę Esienhorna zabieram się za następnie Ravenora.