Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
środa, 18 października 2006 - 16:51

Strona gotowa do druku
Inne

Dziwne, ale nie jest łatwo napisać artykułu o sobie. Przypomina mi się jedna z książek Tischnera, w której napisał, że spotykając się z Bogiem, Ten zadaje nam jedno zasadnicze pytanie – Kim jesteś? A odpowiedź – jakkolwiek by o­na była – jest świadectwem naszej wiary.

A zatem kim jestem? Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Urodziłem się 7 marca 1977 r. w najbrzydszym mieście świata, czyli Czechowicach – Dziedzicach. Dzieciństwo, sielskie anielskie. Dziadek był gajowym, więc mnóstwo czasu spędzałem ze swoim kuzynostwem na Gajówce. Mój ojciec pochodzi z Zawoi, więc często wyjeżdżaliśmy w góry. Moja mama pracowała w bibliotece, więc nigdy nie brakowało mi książek. W podstawówce nie miałem specjalnych problemów z nauką.. Nie wiem czy to czas ma tą właściwość, że pomaga pamiętać wyłącznie dobre i miłe rzeczy, ale tak czy owak dzieciństwo miałem sympatyczne.

Liceum im. Marii Curie – Skłodowskiej w Czechowicach – Dziedzicach to czas kształtowania charakteru. Byłbym zbytnim zarozumialcem, gdybym powiedział, że jestem z niego w 100% zadowolony, ale byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że jestem niezadowolony. Liceum to też miejsce, gdzie poznałem swoich przyjaciół, z Łukaszem W., znanym również jako Ibsen, na czele. Bardzo się cieszę, że mimo różnych dróg jakie po liceum wybraliśmy, przyjaźń ta przetrwała.

Później przyszedł czas na studia. Uniwersytet Jagielloński, Wydział Prawa i Administracji, rok akademicki nr 638. Miałem dużo wątpliwości czy dobrze wybrałem kierunek, zwłaszcza, że studiowanie prawa jest dość niewdzięczne. Jako swoją najlepszą decyzję uważam wybór prof. Andrzeja Zolla na promotora pracy magisterskiej. Poznanie osobiste tak zacnego człowieka daje miłe poczucie, że wśród nas są dobrzy, uczciwi i szlachetni ludzie. A przy tym skromni mimo swojej ogromnej wiedzy i autorytetu.

Studia to też pierwsze poważne miłości i rozstania. To czas magicznego Krakowa sprzed inwazji obywateli Unii Europejskiej. To czas brudnego i obskurnego Kazimierza z góra trzema knajpkami, który tak bardzo mi się podobał.

Studia to też ul. Batorego i pierwsza, zgubna dla portfela wizyta w Bardzie. Na drugim roku, zaczęło się, a jakże, od karcianki. Star Wars – nawet byłem na turnieju. I co śmieszniejsze podobno wygrałem z mistrzem Polski :). Potem były dyskusje z imć Ibsenem o jakiś dziwnych figurkach i wybór padł na WFB. Łukasz wybrał Krasnoludy a ja Imperium. Nie zapomnę nigdy tych bitew toczonych pod gołym niebem na połówce stołu pingpongowego. Właściwie bez żadnych elementów scenografii, nie pomalowanymi figurkami.

Przed końcem studiów poznałem też najważniejszą osobę w moim życiu, czyli moją Magdę. Zaczarowała mnie i czar nie chce prysnąć. Nawet po tym jak została w kilka lat później moją żoną. Ale mi też się udało rzucić urok. I niech tak zostanie.

Oto o­na, ta która zawróciła mi w głowie.

Po studiach wybrałem aplikację sądową. Trzy lata minęły szybko i zakończyły się najbardziej koszmarnym egzaminem – egzaminem sędziowskim. Trwał trzy dni, po wyjściu z części ustnej myślałem, że odpowiadanie na pytania 7 członków komisji trwało góra dwie godziny. Trwało pięć godzin. Ale zdałem i to dobrze.W międzyczasie zamieszkaliśmy razem z Magdą w Pszczynie. Różnie toczyły się tory mojej zawodowej kariery. Zaczynałem od wynagrodzenia w kwocie 385,00 zł miesięcznie. Teraz szczęśliwie jest lepiej.

Po studiach do naszej dwójki dołączył Verbal, czyli Sławek Janusz. Dołączyły również jego Dark Elfy i później Chaos. W ogóle dołączyła do nas niepohamowana figurkofiliczna gorączka Sławka, przez którą zaczęliśmy grać w W40k. I muszę przyznać, że to był dobry wybór. Ponieważ nie chciałem kolejnej armii z serii Space Marines wybór padł na Sisters of Battle, wtedy jeszcze bez własnego codexu, a jedynie z listą z Chapter Aprouved.

Potem pojawiła się Cytadela i pierwsze zachłyśnięcie forami internetowymi. Poznanie takich ludzi jak Dymitr, ES czy Morkai, przerodziło się w prawdziwe przyjaźnie w realnym świecie. Niemniej hobby i internet zaczęły mnie angażować odrobinę za bardzo, co przełożyło i się na życie rodzinne. Po kilku czy kilkunastu dłuższych i nie zawsze spokojnych rozmowach, musiałem mojej Magdzie przyznać rację. Umiar trzeba mieć we wszystkim. Myślę, że to głównie dzięki niej nabrałem do swojego hobby dystansu.

Tym bardziej, że figurki to nie jedyne moje hobby. Wspinam się w skałach, może nie wyczynowo, ale lubię to bardzo. Często z Magdą wyjeżdżamy w góry. Tatry i Gorce to nasze ulubione miejsca. Znamy tu już większość szlaków. Jeździmy też na nartach tzw. ski-tourowych, czyli takich, które umożliwiają podchodzenie nawet pod strome stoki a potem swobodny zjazd poza utartymi szlakami. No i jest jeszcze fotografia, w pełni amatorska, ale za to z dużym zapałem i radością. Uwielbiam też dobre kino. Zaczytuję się w Kapuścińskim, Marquezie i wielu, wielu innych. I nie oglądam telewizji – nie chcę tracić czasu na oglądanie wydumanych problemów naszych łże-polityków.

Od czterech lat nasza rodzina ma nową członkinię – Zosię moją córkę.
Od dwóch i pół – Pawła. Lubię swoje dzieci – są charakterne, wygadane i lubią stawiać na swoim. A poza tym potrafią to, z czym zawsze miałem problemy. Potrafią okazywać uczucia.


Moja Zosia, zwana również Zochą
.


Mój Paweł, oczywiście zakochany w brykającym tygrysie.

Moja figurowa odyseja trwa i pewnie nie skończy się szybko. Mam sporą armię Orków do Epica, flotę Eldarów do BFG planuję zakup redempcji do Necromundy. A może Imperialis Aeronautica? Zobaczymy. Jakiś czas temu pojawił się również HLoS, czyli High Lords of Silesia i pierwsze turnieje jakie wspólnie zorganizowaliśmy. Myślę, że się podobały. Poza tym razem z Łukaszem, Marcinem, Sławkiem, Piotrem i Sebastianem, spotykamy się raz na jakiś czas na „piknikach”, czyli wielkich, weekendowych świętach swobodnego grania, gadania i cieszenia się swoim towarzystwem.

Mam nadzieję, że nie wydałem się Wam zbytnio cukierkowy. W moim życiu bywały też ciemne chwile, ale nie warto o nich pisać.

Ta strona powstała m.in. z myślą o tym, żeby się trochę lepiej poznać. Bo przecież po drugiej stronie stołu nie staje Perturabo czy Lion El’Jonson, ale Sławek czy Łukasz. Jeżeli macie ochotę – piszcie.

Pozdrawiam

Sławek „Slaw” Zając


A powyżej, na pierwszym planie, autor.



Komentarze

brother_bethor
19-10-2006 - 11:27

Dzięki Sławku za wspaniałe zdjęcia.

Verbal
19-10-2006 - 14:13

Tak czytam i patrzę wstecz i widzę, że sporą drogę przeszliśmy razem przez ten figurkowy (i nie tylko) świat :). Zapomniałeś tylko dodać Sławku, że to właśnie Twoja gorączka stoi za zakupem kilkunastu figur do Konfry :) ... jak widzisz więc dopingujemy się wzajem od samego niemal początku ;)

Slaw
19-10-2006 - 22:07
Ostatnie ze zdjęć jest autorstwa Ibsena, a więc i jemu należą się gratulacje.

Z systemów do których mam figurki a w które nigdy nie grałem, to oprócz konfrontacji, należy wspomnieć jeszcze o Warzonie. No i zapomniałem jeszcze o MtG, krótkiej przygodzie z Kultem i paru sesjach WFRP u Ibsena na tzw. działce. Oj faktycznie sporo się działo. Nigdy nie zapomnę jak moja kartonikowa armia pożarła Twoich IW  czy bitwy we mgle na polu minowym.

S.
Hjamlar a.k.a Kula
19-10-2006 - 22:25

No... No... I once more no...

Tekst się bardzo podobał... Miło poczytać o naszym hobby tak po ludzku - tzn. ciepło/rodzinnie :)

I też gratuluję zdjątek... Powiedz mi tylko, jak to zrobiłes, że obecna twa żona wytrzymuje z figurkami?!

Slaw
20-10-2006 - 06:49
Moja Magda nie wytrzymuje z figurkami. Ponieważ nie lubi tej estetyki (powiedzmy sobie szczerze, jest o­na mocno tandetna) a ja nie chcę jej niczego narzucać, to moje figurki siedzą sobie spokojnie w walizkach w piwnicy. I wcale mi tego nie żal, powiem więcej, nawet jestem z tego zadowolony. Mamy więcej czasu dla siebie a ja się nie martwię, że dzieci coś złamią, połkną czy rozdepczą. Jeżeli mam ochotę grać, biorę figurki i jadę sobie do Barda do Katowic.

Pozdrawiam
S.
Verbal
20-10-2006 - 07:21

A moja żona toleruje conajmniej :). Dlaczego? Pewnie dlatego, że szanuje moje hobby tak jak ja szanuję jej pasje, bez względu na to jakie by nie były. U mnie w domu figurki leżą niemal wszędzie (chyba tylko w lodówce ich nie ma ;) ). Nie zgadzam się też, że estetyka 40K jest tandetna. Dla tego typu systemów jest powiedziałbym klasyczna i w chwili obecnej nie ma sobie równych.

Sokles
20-10-2006 - 12:33

Czyli jak rozumiem wypociny autobiograficzne zwykłych użyszkodników strony też są mile widziane?? ;)

madprofesa
20-10-2006 - 23:11

Moja dziewczyna jeszcze toleruje Wh40, kiedy pomagała mi nawet malować kilku marinsów ale nie wiem czy taki błogostan będzie trwać wiecznie, to chyba zależy od postępu "figurkofilli i taktykofilli."