Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
niedziela, 11 października 2009 - 23:08

Strona gotowa do druku
Kultura
Miałem napisać szybciutką recenzję filmu „Kroniki mutantów”, który obejrzałem z przekory gdy Slaw jakiś czas temu powiedział żebym go przypadkiem nie oglądał bo to straszna kupa jest. Ten nakręcony na motywach figurkowo-karciano-eRPeGowego uniwersum szajs nie jest wart oglądania nawet z przekory i nawet przez najzagorzalszych fanów Johna Malkovicha, Rona Perlmana czy Thomasa Jane'a, którzy jakimś cudem znaleźli się w obsadzie (może to takie współzawodnictwo w hollywoodzkim światku i trendy jest zagrać u Uve Bolla albo w większej jeszcze szmirze..? zagadka...) Każda minuta poświęcona na próbę zrozumienia o co w filmie tym chodzi, gdzie podziała się logika i kto w ogóle „tworzy” tak gówniane obrazy jest minutą bezpowrotnie straconą. Napiszę za to kilka słów o innym filmie, który zdarzyło mi się obejrzeć zupełnie przez przypadek w sobotni wieczór w bielskim kinoplexie. Refleksję zacznę od końca. Dosłownie. Po zakończeniu seansu, opuszczając klimatyzowaną salę projekcyjną, mija się innych widzów dopinających kurtki, dopijających kolę z dwulitrowych kubłów i strzepujących resztki popcornu ze spodni. Część z nich na gorąco dzieli się wrażeniami: „Ale gówno! Na co tyś nas wyciągnął fiucie!”, „Co za film, kurwa, nieporozumienie”, „Transformersi byli lepsiejsi”. Słyszy się owe uwagi mimochodem i nie może się człek nadziwić że te dziewczęta w kusych spódniczkach i ci chłopcy w bialutkich adidaskach nie są ogarnięci nabożną czcią po kontakcie z Obrazem przez duże „O”, który właśnie się skończył. Syf i malaria na wszystkich rzemieślników z zaoceanicznej fabryki snów, którzy doszczętnie zlasowali mózgi widzów za pomocą coraz to większych i coraz bardziej cyfrowych potworów, tak mechanicznych jak i prehistorycznych, kosztujących coraz bardziej bajońskie pieniądze i montowanych coraz szybciej i szybciej, byle tylko odbiorca nie miał ani chwili na analizowanie serwowanych mu bzdur! Co oni uczynili z kinem SF? Karykaturalne, cyrkowo-jarmarczne figle, w których wytarty schemat ustępuje pierwszeństwa jedynie schematowi przetartemu, a Żyd, Murzyn lub pijak i tak uratują świat przed kosmitami, asteroidami, promieniowaniem, kukurydzianym bio-robotem, potworem z głębin, rozmagnesowaniem jądra ziemi, powodzią mroźnej lawy i wymieraniem szrotówków kasztanowcowiaczków. Oczywiście w Nowym Jorku lub Waszyngtonie.
I nagle pojawia się ten FILM.... Inny film... Film wstrząsający, wielowarstwowy, wielowymiarowy, alegoryczny i paraboliczny...
„Dystrykt 9”.
Kosztujący jakieś śmieszne 20 milionów baksów (w dobrych czasach Mel Gibson brał dwa razy tyle za jeden występ w jakiejś szmirze), do tego wyprodukowany w RPA i reżyserowany przez afrykanera. Film stawiający na głowie wszelkie konwencje utarte i wrosłe w gatunek. Film który gra na schematach jak na cymbałkach i wydobywa z nich dźwięki jakich nikt by się nie spodziewał. To jest obraz na miarę takich klasyków jak „Obcy -8 pasażer” czy „Blade Runner”. Naprawdę. Nie ściemniam. W obsadzie ani jednej znanej twarzy, angielszczyzna rodem z rodezyjskiego rancza. Część akcji filmowana w paradokumentalnym, reporterskim stylu, część klasycznie, choć kadr pozostaje rozchwiany nawet wtedy. Główny bohater to archetyp anty-bohatera, lecz nie w stylu Mad Maxa, o nie... Zwykły, nieogolony urzędniczyna starający się ratować własne człowieczeństwo w zdehumanizowanym sensu stricte i sensu largo świecie. Ani kropli w tym obrazie patosu, tylko beznamiętne zderzenie jednostki z koszmarem alienacji na tle dżungli blaszanych ruder podjohannesburgskich faweli. W trakcie seansu miałem oczywiste i zapewne zamierzone przez autorów skojarzenia z apartheidem, z rasizmem, z piekłem jakim musiało być getto w Soweto i inne otoczone kolczastym drutem obozy dla czarnych podludzi w Południowej Afryce istniejące jeszcze za wczesnego de Klerka. Jest to jednak moim zdaniem jedynie powierzchowne skojarzenie, sztafaż w ramach którego w pełni rozwinąć można pytania o problematykę szerszą. Tak jak „Blade Runner” wzorowo zaadaptował z książkowego pierwowzoru pytanie o człowieczeństwo jednostki tak „Dystrykt 9” stawia przed myślącym widzem pytanie o istotę człowieczeństwa w rozumieniu ogólnym. I odpowiada po części na nie ale odpowiedź jest wyjątkowo gorzka.
W warstwie wizualnej film jest surowy, reporterski właśnie, ciasne kadry potęgują uczucie zaszczucia a makabryczne sceny, których nie brak (to nie jest film dla ludzi o słabym żołądku) nabierają kolorytu newsów z wieczornego wydania wiadomości.
Gdyby ktoś mnie spytał o najlepszy film fantastyczny jaki kiedykolwiek widziałem (a widziałem ci ja tego badziewia że hoho) do wczoraj odpowiedział bym że najlepszym filmem SF i jednym z najlepszych filmów nakręconych kiedykolwiek jest „Łowca androidów”. Dzisiaj miał bym z odpowiedzią na to pytanie duży kłopot. Dzieło Ridleya Scotta jest bowiem jak kryształowa szklanka pełna 18-sto letniej szkockiej single malt, jest poezją którą trzeba się delektować, niebiańska muzyka Vangelisa, monologi Rutgera Hauera, oniryczny klimat i nieziemsko piękna Sean Young płacząca nad swymi sztucznymi wspomnieniami, tworzą spektakl perfekcyjny w każdym calu niczym japoński teatr Kabuki. „Dystrykt 9” jest w porównaniu do „Łowcy” jak szklanka ciepłego spirytusu pitego duszkiem bez zagryzki. Ostry, bezkompromisowy i powalający.
Szczerze polecam.

P.S. Mam cichą nadzieję że nie powstanie „Dystrykt 9 II”... Skok na kasę poprzez dokręcanie kolejnych części żadnemu kultowemu filmowi nie wyszedł na dobre, choćby nie wiem jak dobre były kontynuacje.

P.P.S. A Nigeryjczycy to się i tak zawsze ustawią.


Komentarze

Inkq
12-10-2009 - 00:26

Ibsenie po takiej recenzji i po porównaniu z filmem Ridleya Scotta, nie mam wyjścia i muszę sprawdzić te tezy.

Slaw
12-10-2009 - 08:22
Kroniki Mutantów to fatycznie smutny obraz jest. Dla największych fanów nieśmiertelnego Warzona dodam, że pierwsze 3 minuty są w miarę zrozumiałe, bo się po prostu strzelają ;).

Zaintrygowała mnie Łukaszu Twoja recenzja Dystryktu 9. Nie wiem, czy teraz film sprosta oczekiwaniom, skoro podniosłeś poprzeczkę na wysokość "Łowcy Androidów". Miałem też czekać na wersję DVD, ale teraz pewnie niechybnie wybiorę się do kina.

S.
Morkai
12-10-2009 - 10:05

No no.... jak słyszę tytuł "Blade Runner" w jakiejkolwiek konotacji to od razu mi się lampki zapalają. Musze sprawdzić.

A "Kroniki.." cóż..... jakie figurki taki film :P

Ardis_deLeveren
12-10-2009 - 12:44

Noż wiecie co... Przez Was chyba i ja się wybiorę... >_>

Verbal
13-10-2009 - 09:14

E tam Panie Sebastianie ... figurki WZ w swoich czasach miały to coś :) ... szczególnie piechota okopowa

a Dystrykt trza będzie zobaczyć chyba zatem i w ogóle ;)

ES
13-10-2009 - 16:46

VOSTROYA!!!

Slaw
13-10-2009 - 20:53

Kamandir Essien, co z Wami?

Ardis_deLeveren
14-10-2009 - 00:23

Zdaje się, że Chwała Imperatora wreszcie przebiła się przez Chaos mroczący umysł ESa i oświeciła go błogosławioną, czystą jasnością potęgi Jego Wysokości. ;)

Morkai
14-10-2009 - 11:12
VOSTROYA!!!

....forever and ever stands!!!!!

Ardis_deLeveren
14-10-2009 - 11:30

Mówiłem.

Morkai
14-10-2009 - 23:52

A figasy WaŻone były okhropne :P

Verbal
15-10-2009 - 12:38

Marudzisz Morkaiu :P

Morkai
15-10-2009 - 14:49

fca Leniema ródzem!! :D topo pro Stózwy czai nesóbi ktyfneot Czócia ;)

ES
15-10-2009 - 20:20

VOSTROYAN FIRSTBORN - REBORN!!!

GLORY TO FIRSTBORN, GUILLIMAN WAS WRONG!!!

CELEBRATE 10000 YEARS OF IMMACULATE DUTY IN THE BLESSED NAME OF THE EMPEROR*!!!

*That or the other, who cares?

ibsen
15-10-2009 - 21:57

A ja to żem był na tym filmie i mnie sie on nie podobał w ogóle, bardziej lubie jak siem ruchają po niemiecki i lubie jeszcze magazyn dla rolników"Tydzień" i relację z dożynków.

Slaw
15-10-2009 - 22:19

*We care ;).

ES
16-10-2009 - 08:29

*And that's the problem.

Slaw
16-10-2009 - 12:28

*What's the problem, Camandir? Trust us!

Ardis_deLeveren
16-10-2009 - 15:54

*He's not to trust. He's to obey.

Slaw
17-10-2009 - 16:04
Do rzeczy. Byłem wczoraj na Dystrykcie 9 i jestem pod wielkim wrażeniem filmu. Nie zdetronizował o­n w moim prywatnym rankingu "Blade Runnera", ale jest z pewnością jednym z najlepszych filmów ostatnich kilku lat. Poza tym wszystko co ważne zostało już przez Łukasza napisane.

S.
Morkai
22-10-2009 - 14:28
I saw it!! I fuckin` saw IT!!

Kawał świetnego, niesamowitego, zupełnie innego kina. chciałbym napisac wiele rzeczy o tym filmie - ale w zasadzie większość bardzo trafnie opisał Łukasz. Dodałbym tylko troszkę rzeczy od siebie jak ja to widzę.

1) uwaga natury ogólnej - nie wiem czemu w komentarzach (zwłaszcza krytyków filmowych..brrrr) przewija się czasem hasło, że "jakiś film jest światełkiem w tunelu miałkich produkcji SF ostatnich lat. Powiem szczerze, że mnie to smieszy wybitnie, bo ja jakoś nie zauważam zapaści kina SF. To że powstają gnioty i potworki jest cechą ogólna kina, a nie gatunku SF. Powiedziałbym nawet odwrotnie - właśnie jak powstają filmy wielkie i zaskakujące w kinematografii to są to własnie filmy SF lub fantasy - że Władcę lub Matrix wspomnę,

2) Teraz już co do Dystryktu 9. Film absolutnie nowatorski. Film po prostu O CZYMŚ. jest obraz i jest treść. Film niebanalny. Obraz - jak pisał Łukasz - paradokumentalny, ale z pieknymi ujęciami szarokiego kadru. A więc wyważony. Widok Johanesburga a w tle (oczywiście odpowiednio porzydymiony) widok statku kosmicznego krewetek. i te fawele. Najgorsze co tylko można sobie wyobrazić - wszystko to jest. Jeżeli doda się do tego kamerę a`la TVN24 z napisami na dole, to odbiór filmu, wizualne odczucia są niesamowite. O warstwie wizualnej można by pisać długo - mnie się osobiście podoba. A wspomnę tylko, że nie jestem wielkim fanem produkcji podobnych do MONSTER czy BLAIR. Od razu proponuję usiąść gdzieś w tylnych rzędach kina. Kadr jest czasem naprawdę szybki i bardzo zawężony co może przyprawić o mdłości.

O treści pisac nie będą bo nie mam na tyle czasu :) Jest tego sporo. Pojawiają się człowiekowi pytania bardzo ogólnej natury :/

I bynajmniej nie są to pytania proste i banalne. Odpowiedzi nie dostaniemy - sami musimy się troszeczkę poszarpać z tym filmem.

3) Osobna kwestia - nie porównywałbym jednak tego filmu do Blade Runnera. To jednak zbyt inne kino. Łowca Androidów to absolutny kult, na który ten film zapracował sobie sam (przypomne tylko że to była klapa finansowa bo krytycy zjechali go z góry na dół i tzw. widownia go olała). To kult sam w sobie. jest filmem, który osobiście klasyfikuję jako film o czymś i w dodatku NIESPIESZNY. Tam każdy kadr ma swoja wymowę, mimo, że kamera stoi. Dekard i Rachel mogą patrzeć na siebie 2 minuty i coś się dzieje. NIe nie. te filmy są nieporównywalne. Chętnie pogadam o tym Łukasz przy piwie ;)

Gwoli wyjaśnień - Film spieszny od niespiesznego bardzo łatwo można pokazać na bazie Gwiezdnych Wojen starej trylogii i nowej.

Różnica tylko jest taka, że o ile nowe SW są bajeczką z fajerwerkami, w której nie ma krztyny wysiłku zbudowania jakiegoś napięcia, nie mówiąc już o postaciach, to w Dystrykcie 9 ta "spieszność" dodaje niesamowitego kolorytu. Ba! powiem Wam więcej - idealnie pasuje do fabuły. A to już jest prawdziwa sztuka. Bo nagle po filmie zdałem sobie sprawę, że o bohaterze głównym w zasadzie wiem bardzo wiele. Praca, żona, koledzy, dzieciak, charakter...wszystko co trzeba :)

Niespieszność z kolei także może być wadą - co widac po tabunach filmów tzw. ambitnych. To znacyz filmów, które są zrobione niby o czymś, ale tak nudno, że nie mają szans zainteresować nikogo innego poza swoimi twórcami i kolegami po fachu. Są poza głównym nurtem...i kurwa całe szczęscie, niech se tam będą.

4) Krewetki rządzą!! Do KINA!!!!! (byle tylne rzędy ;)

ES
22-10-2009 - 22:13

I SAW A PUSSY CAT! YES, I DID!

Dobra już, dobra, wypadnie mi chyba się wybrać na D9.