Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
wtorek, 15 grudnia 2009 - 20:49

Strona gotowa do druku
WH40k
Dawno, dawno temu pisałem odrobinę więcej. Dawno, dawno temu miałem dużo więcej czasu na pisanie. Dawno, dawno temu można było mówić o sinusoidzie fazy chłopkowej. Teraz bardziej przypomina wykres pulsu serca denata lub reanimowanego.

Ale postanowiłem sobie, że nie będę narzekać, bo narzekania na co dzień każdy z nas ma pod dostatkiem. W końcu idą święta i w radiu można już tylko usłyszeć "Last christmas I gave you my heart" albo inne obowiązkowe pozycje. Czyli jest jakby odrobinę zabawniej.

W ramach robienia prezentów mikołajkowych samemu sobie nabyłem pierwszego omnibusa "Duchów Gauta". Bo może to trochę dziwić, ale nigdy tej obowiązkowej lektury 41. millenium nie czytałem. No i już przeczytałem i mogę się podzielić wrażeniami.

Na omnibusa "The Founding" składają się trzy pierwsze tomy sagi: "First and o­nly", "Ghostmaker" i "Necropolis". Dodatkowo znajduje się też krótkie opowiadania pod tytułem "In Rembrance". Wszystko to wydane jak przystało na Black Library, czyli miękka oprawa, klejone, na co najwyżej średniej jakości papierze. Ale w sumie to bez znaczenia.

Do omnibusa dołączono również wstęp autora, czyli samego Dana Abnetta. Ładnie w nim opowiada jak to od "Duchów" właśnie zaczęła się jego przygoda z Games Workshop i że to już grubo ponad dziesięć lat współpracy.

I szczerze mówiąc szczególnie po "First and o­nly" widać, że to wczesna książka Abnetta. Jest jakaś taka kanciasta, niedoplastyczniona i skrótowa. Postaci w niej owszem pełno, ale zarysowane pobieżnie i czasami mało wiarygodnie. Wydarzeń też dużo, ale jakoś tak łatwo się po nich duchy i ich Gaunt prześlizgują. Dobre opowiadanie, dobrze się czyta, ale niedosyt pozostaje. I nie żebym oczekiwał Raskolnikowa na "Fortis Binary" czy innym frontowym świecie, ale wszystko to takie trochę po łebkach.

Wyraźnie za to Abnett rozkręca się w "Ghostmaker". Cały tom ma strukturę szeregu retrospekcji, a bohaterem każdej z nich jest postać, stanowiąca pierwszoplanową obsadę regimentu. I te dosyć rozbudowane retrospekcje wnoszą ogromną dawkę charakteru do opowieści. I to w zasadzie jest podstawową siłą tej książki. Akcja odbywająca się w czasie teraźniejszym staje się dużo mniej ważna. Opowiadanie o tym, dlaczego najlepszy snajper regimentu "Mad Larkin" jest "mad", naprawdę mi się podobało. Reszta żadną miarą nie odstaje i trzyma poziom. "Ghostmaker" to mój faworyt z całego pierwszego omnibusa. Dużo dowiadujemy się o samym Gauncie, o Milo, Mkollu, Rawnem, Corbecu, Braggu, Caffranie i wielu, wielu innych. Jest co czytać i czyta się naprawdę dobrze.

"Necropolis" to historia bardzo rozbudowana, ale mniej w kierunku postaci w niej występujących a bardziej zdarzeń towarzyszących oblężeniu "Vervumhive", miasta-kopca którego zadanie obrony przypadło m.in. Duchom Gaunta. Dużo w tym opowiadaniu polityki, w którą uwikłany jest Gaunt. Dobrze opisane zawiłości dowodzenia operacją na naprawdę wielką skalę. Bardzo dobrze opisana jest struktura społeczna kopca, od salonów notabli do prostych robotników. Dużo jest walki, wybuchów, śmierci, porażek, zwycięstw, tchórzostwa, odwagi, poświęcenia i bezmyślnej chciwości. Gaunt na koniec niestety trochę zaczyna przypominać szeryfa-casanowę, ale można mu to wybaczyć. Akcja jest wciągająca i nie odpuszcza ani na moment. Warto przeczytać.

Na koniec króciutkie opowiadanko "In Rembrance", które jest strasznie melancholijne. Ale to krótkie opowiadanie genialnie podsumowuje całą "Necropolis". Dominuje w nim krajobraz po bitwie z zasadniczym pytaniem – to tak wygląda zwycięstwo?



Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

Skoti
16-12-2009 - 13:36

Ja kontynuuję czytanie przygód Ravenora i jego kompanii. Tego omnibusa też już mam ale czeka cierpliwie w kolejce. Dzięki Slaw za zachętę :)

Ardis_deLeveren
18-12-2009 - 21:36

Trzeba się zgodzić. Choć Duchy Gaunta stały się sztandarowym produktem Black Library, a ja sztandarowych i powszechnie uwielbianych produktów z zasady nie lubię i zawsze podchodzę do nich nieufnie, to przyznać muszę, iż jest to naprawdę porządna i dająca dużo przyjemności lektura.

Inkzywitor z kumplami ładnie pomalowany; podoba mi się. :]

A jeśli chodzi o Army Buildera, to dobrą alternatywą (i przede wszystkim darmową) jest Online Codex (www.onlinecodex.de). Różnica taka, że obejmuje tylko kodeksowe listy armii (z jakimiś małymi dodatkami z IA). No i jest po niemiecku. Ale za to można się dowiedzieć, co się jak nazywa w narzeczu naszych sąsiadów zza Odry. A ile zabawy z rozszyfrowywaniem poszczególnych nazw (zresztą niektórych dużo lepiej brzmiących, niż angielskie - Sternreich der Tau to jest to ;])!