Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
środa, 29 listopada 2006 - 08:15

Strona gotowa do druku
WH40k

CALIBAŃSKI APOKRYF
 historicum archivus

autorstwa Shadow Guard'a
Opiekuna Twierdzy

przetłumaczone przez Brata Bethora

Rozdział trzeci: Wielka Krucjata

Rola Mrocznych Aniołów w Wielkiej Krucjacie, rywalizacja z Kosmicznymi Wilkami oraz wynikłe z tego starcia.

Wielka Krucjata

Jonson wiódł Mroczne Anioły od zwycięstwa do zwycięstwa. Jego plany bitew zawsze był szczegółowe i dokładne. Gdzie było możliwe, tam osobiście przeprowadzał rozpoznanie pola walki. Każda ewentualność była oceniana i stosownie do sytuacji podejmowano działania. Jego podwładni byli szkoleni by myśleć w ten sam sposób. Utworzenie wyspecjalizowanych oddziałów "Kruczego Skrzydła" przyniosło duże korzyści: informacje wywiadowcze zbierane przez nie pozwalały na zbieranie krwawego żniwa na wrogu. Użycie dużych jednostek "Skrzydła Śmierci" na szpicy szturmów ujawniało stanowiska obronne nieprzyjaciela. Kampanie Mrocznych Aniołów zawsze były krótkie i gwałtowne, a wróg prawie zawsze był wymanewrowywany w wymiarze strategicznym. Tylko Horus odniósł więcej zwycięstw niż Jonson, jakkolwiek Lew nigdy nie patrzył na swe osiągnięcia przez pryzmat rywalizacji ze swymi braćmi. Jednakże jego stosunek do Lemana Russa od Kosmicznych Wilków był inny.

Jonson uważał Russa za chełpliwego i zarozumiałego, chociaż taka była natura fenrisjańskich wojowników, których szlachetne czyny są unieśmiertelnione w balladach. Z drugiej strony Russ, myląc cichą postawę Lwa z arogancją, rzadko się do niego odzywał podczas wspólnych pobytów na Terrze. Russ był popędliwym i żarliwym przywódcą. Prawdziwy Kosmiczny Wilk; jego furii dorównywało tylko jego serce i lojalność wobec Imperatora. Zawsze konkurował o pochwały Imperatora i przez cały czas szukał sposobów, by dowieść swojej wartości w oczach ojca. Mimo, iż wszyscy Patriarchowie zaakceptowali Horusa jako najwyższego stratega i taktyka, a przez to także jego pozycję Mistrza Wojny, Russ przez swoją psychikę miał trudności z uznaniem faktu odniesienia przez Jonsona znacznie większej liczby zwycięstw niż o­n sam.

Horus miał wielką zdolność do oceny i rozumienia psychiki swoich podwładnych oraz uzyskiwania od nich maksymalnego wysiłku. Zrozumiawszy rywalizacyjną naturę Russa, połączył Kosmiczne Wilki i Mroczne Anioły w ich kampaniach. Oba Legiony nieustannie prześcigały się w walce. Taktyczna błyskotliwość Jonsona dorównywała furii Russa. Obie formacje walczyły według innych założeń: Kosmiczne Wilki zawsze zmierzały do bezpośredniego starcia, gdzie ich wyjący szał był prawie nie do zatrzymania. Z drugiej strony, Mroczne Anioły były metodyczne i dokładnie planowały swoje ataki. Korzystając z możliwości, jakie dają połączone rodzaje sił zbrojnych, zwykle dokonywały przełamania nieprzyjacielskiej obrony poprzez manewr i siłę ognia. Jednakże były nie mniej przerażające w szturmie. Gdy wszystkie elementy legionu Jonsona właściwie ze sobą współgrały, wtedy wróg bezwolnie zmierzał ku zagładzie. Drużyny Taktyczne manewrowały pod osłoną ciężkich broni Dewastatorów, by zająć lepsze stanowiska ogniowe. Drużyny Szturmowe i motocykliści „Kruczego Skrzydła” szybko zbliżali się do wroga. Za liniami wroga Ścigacze atakowały centra komunikacyjne i stanowiska artylerii. Duże oddziały terminatorów „Skrzydła Śmierci” teleportowały się bezpośrednio do stanowisk dowodzenia, siejąc postrach i zanosząc Sprawiedliwość Imperatora jego nieprzyjaciołom. Straty, jakie ponosił Legion Mrocznych Aniołów, zawsze były minimalne w przeciwieństwie do Kosmicznych Wilków, które stawiały za punkt honoru osiąganie dużej liczby rannych i zabitych.

Lew i Wilk

Rywalizacja zaogniła się podczas pacyfikacji Dulanu, w której oba legiony brały udział. Gubernator Dulanu, Durath, zaczął głosić herezje i poświęcił tysiące lojalnych poddanych Imperium bogom Chaosu. Ogłosił, że Imperator zbłądził oraz że to o­n wyznaje prawdziwych bogów. Następnie złożył milion lojalistów w rytualnej ofierze swemu krwawemu bogu. Horus, rozwścieczony tą zniewagą uczynioną jego Ojcu, rozkazał Kosmicznym Wilkom i Mrocznym Aniołom spacyfikowanie planety i wszystkich jej mieszkańców. Gdy wieści o lojalistycznej flocie dotarły na Dulan, jego Tyran, będący już całkowicie we władaniu bogów Chaosu, oznajmił, iż lojaliści nie są godnymi przeciwnikami, zwłaszcza że uważał Russa za pieska salonowego Imperatora. Furia fenrisjańskiego Patriarchy nie miała granic. Uroczyście złożył przysięgę, że nie spocznie, dopóki nie pokona Tyrana w pojedynku. W międzyczasie Jonson wszechstronnie przygotowywał swoje siły, tak jak miał to w swoim zwyczaju.

Gdy flota dotarła na Dulan, została zaskoczona brakiem jakichkolwiek orbitalnych instalacji obronnych. Nie wiedziano bowiem, że Durath nie tylko poddał się woli bogów Chaosu, ale też zaprzedał się całkowicie krwawemu Khorne'owi. Dlatego delektował się perspektywą przeciwstawienia się Kosmicznym Marines w walce wręcz. Jego marzeniem było zabijać najlepszych żołnierzy Imperatora i pozwolić wsiąkać ich krwi w ziemię jego ukochanego Dulanu. Durath znał taktykę Kosmicznych Wilków i dobrze ją przestudiował. Jako wojownik Khorne'a oddał się bezgraniczne sztuce walki wręcz. Jego demonicznie wzmocnione ciało pragnęło zmierzyć się ze wszystkim, co Imperium rzuci przeciw niemu. W tym celu stworzył sprytne plany zwabienia Marines w pobliże jego cytadeli i rozprawienia się z nimi w bezpośrednim starciu. Przygotował rozbudowane i wielostopniowe umocnienia, które zostały zamaskowane tak, by były niewidoczne dla nieuzbrojonego oka. Przed bramą potężnej fortecy baterie ciężkich broni tworzyły strefy śmierci. Tyran wiedział, że Kosmiczne Wilki będą się palić do zmazania plamy z ich honoru, i że może na nich liczyć jeśli chodzi o bitwę. I wtedy pozabija ich jak psy swą siłą ognia i zmiażdży w potężnej szarży. Durath nie wziął jednak pod uwagę umiejętności Horusa w dobieraniu swych sił. Ostatecznie Jonson i jego Mroczni Aniołowie, którzy towarzyszyli Russowi, stanowili zagadkę dla Tyrana.

Nie napotkawszy na orbicie oporu, oba legiony przeprowadziły desant zgodnie z planem i szybko zbliżały się do Karmazynowej Twierdzy, rozbijając po drodze słabą obronę sił planetarnych. Nacierając razem z prowadzącymi zwiadowcami Jonson zamierzał przeprowadzić rozpoznanie, zanim Russ zrobi coś głupiego. Kosmiczne Wilki były skupione wyłącznie na dotarciu do głównej bramy Karmazynowej Twierdzy i potraktowaniu jej swoimi ciężkimi broniami. W ciągu kilku następnych dni, kiedy Wilki zajmowały pozycje dookoła głównej bramy, Jonson osobiście przeprowadził razem ze swymi zwiadowcami rozpoznanie okolicy. Jego bystre oczy wypatrzyły kilka słabych punktów cytadeli i ułożono plany, w których zamierzano je wykorzystać.

Upadek Tyrana

Wtedy to właśnie Patriarcha Wilków wpadł do stanowiska dowodzenia Jonsona i wściekle gestykulując zażądał, aby Mroczne Anioły nie mieszały się do sprawy, gdyż stawką był honor Russa. Kosmiczne Wilki zdobędą twierdzę i zmażą plamę ze swego honoru. Gospodarz cicho wykazał, że legiony walczą tylko i wyłącznie z jednego powodu, którym był Imperator, ich ojciec. Jonson mrukliwie wyjaśnił, że znacznie lepiej będzie zorganizować nocny szturm, który pozwoli ograniczyć liczbę rannych i zabitych oraz uzyskać przewagę. Dowodząc, iż skrupulatne planowanie pozwoli im przebić się przez umocnienia fortecy z niewielkimi stratami, chciał, aby Wilki przeprowadziły pozorowany atak na główną bramę. Po długiej kłótni, trwającej do późnej dulańskiej nocy, Russ wybiegł z kwater Jonsona, zamierzając rozpocząć szturm o pierwszym brzasku. Szturm, który przełamie obronę samą dzikością ich umiejętności bojowych. Lew ruszył się jeszcze szybciej, nie chcąc by w gorącej wodzie kąpany Russ zepsuł jego szczegółowo opracowane plany. W ciemnościach przedświtu zwiadowcy Mrocznych Aniołów przeniknęli pod południową stronę głównej bramy. W ciągu kilku godzin przygotowali przejścia w polach minowych, oczyszczając je z pułapek. Umożliwili w ten sposób ciche podejście drużyn szturmowych do podstawy murów cytadeli. O pierwszym brzasku z potężnym rykiem rozpoczął się szturm Kosmicznych Wilków.

Weterani Długich Kłów szybko uciszali każda ciężką broń nieprzyjaciela, która ośmieliła się otworzyć ogień. Krwawe Szpony i Szarzy Łowcy biegli naprzód z furią, która zadziwiła nawet Tyrana Duratha. Dzięki ich dzikości brama została rozbita. Przedostali się do wnętrza, pod jej wewnętrzne mury. Zaiste, szturm był wspaniały, lecz jakim kosztem. Ukryte pułapki i stanowiska ciężkich broni zbierały krwawe żniwo wśród atakujących. Tylko legendarna wytrzymałość Kosmicznych Marines i ich błogosławione pancerze zapobiegły paraliżującym stratom. Dzięki odwracającemu uwagę natarciu Wilków drużyny szturmowe Mrocznych Aniołów z plecakami odrzutowymi wskoczyły na mury cytadeli. Południowa brama padła w ciągu godziny. Zwiadowcy prowadzili ogień osłonowy z morderczych karabinów wyborowych i broni ciężkich, które udało się podciągnąć w pobliże stanowisk nieprzyjaciela. W pokazie bezprzykładnej brawury i wytrenowanej dokładności terminatorzy „Skrzydła Śmierci” teleportowali się bezpośrednio na blanki wewnętrznego muru. Ścigacze „Kruczego Skrzydła” prześlizgiwały się wzdłuż obwałowań szatkując obrońców. W tym samym czasie Jonson prowadził swych ludzi przez bastiony niczym Anioł Zemsty. Trudno go było wyprowadzić z równowagi, ale gdy już się to stało, był nie do zatrzymania. Opętanie i herezja nie będą stały na drodze sprawiedliwości oraz prawdziwego honoru Imperatora. Furia Jonsona nie miała granic, gdy spostrzegł Karmazynowego Tyrana. Lew ciął swym wybornie wykończonym mieczem energetycznym, z morderczą gracją przerąbując się do Tyrana. Z grozą wypisaną na twarzy Durath odpowiedział uderzeniem. Demoniczna broń starła się z poświęconym mieczem z nieziemskim klangiem takiej mocy, że ludzie po obu stronach zaprzestali walki, by móc przyglądać się tytanicznemu pojedynkowi. Wszyscy - oprócz jednego człowieka! Russ, wściekły na Jonsona, że ten pierwszy dotarł do Tyrana, mógł tylko biec przez bramę w stronę blanków. Wtedy zręczny cios złotowłosego Patriarchy ściął heretycki łeb bluźniercy. Zwycięski okrzyk Mrocznych Aniołów i jęk rozpaczy stronników Tyrana niemal zagłuszył bolesne wycie fenrisjańskiego Patriarchy. Bitwa przemieniła się w krwawą łaźnię, gdy zniechęceni wyznawcy Chaosu byli wyrzynani przez złaknione krwi Kosmiczne Wilki. Mroczne Anioły skrupulatnie oczyściły resztę fortecy, odcinając jednocześnie drogi ucieczki pozostałym jeszcze heretykom. W ciągu kilku godzin reszta planety przeszła w imperialne ręce.

Starcie tytanów

Gdy opadł bitewny kurz, rozwścieczony Russ zaczął rozglądać się za Jonsonem. Wbiegł między otaczające go Mroczne Anioły, które widząc gniew Patriarchy, przepuściły go dalej. Lew siedział razem ze swymi najbliższymi doradcami i kapitanami, planując już całkowitą pacyfikację i utrzymywanie planety. Rozmawiał też o następnej kampanii na Allizorach. Wtedy do kwatery wpadł Russ, siny z wściekłości, rozdrażniony tym, że Jonson siedzi sobie tak spokojnie po tym, jak pozbawił Wilka honoru. Nie mogąc zapanować nad szałem, Russ zamachnął się swą wielką pięścią w momencie, gdy Lew odwrócił się by spojrzeć na niego. Cios wylądował prosto na szczęce Jonsona i przewrócił go na stół, sprawiając, że mapy, płytki danych i inne drobiazgi pofrunęły na wszystkie strony. Dowódcy Mrocznych Aniołów, z początku zaskoczeni, zorientowali się, że to sprzeczka między braćmi i wycofali się. Powolutku Lew stanął na nogi. Spoglądał na Russa, a gniew i rozgoryczenie coraz bardziej burzyło w nim krew. Według niego Russ i jego Kosmiczne Wilki zawdzięczały swe życia jego legionowi. Samodzielnie pokonał Duratha, dowodząc tym samym swych umiejętności. Zdobył fortecę z minimalnymi stratami, podczas gdy Russ niepotrzebnie szarżował prosto na linie ognia nieprzyjaciela. Wreszcie, został niegodnie uderzony - bez wyzwania na pojedynek. Lew Calibanu podjął wyzwanie i ruszył na Russa. Dwóch potężnych śmiertelników starło się w walce trwającej dzień i noc. Mury rozpadały się, a budynki waliły w gruzy, gdy dwóch nadludzi walczyło ze sobą. Lecz jedyne co osiągnęli to impas, gdyż Horus doskonale wyuczył obu sztuki walki. Russ był silniejszy, ale Jonson za to szybszy i bardziej zwinny. Równi sobie, szukali słabych punktów przeciwnika osłaniając jednocześnie swoje. Walczyli nie tylko dla swej dumy, lecz w imię honoru swoich legionów. Po długiej nocy i dniu walki, gdy obaj byli już na skraju wyczerpania, Russ zdał sobie sprawę z szaleństwa ich poczynań. Dostrzegając zabawną stronę ich poczynań stanął i zaczął się śmiać. Uznał, że jego honor został obroniony, byli wyrównanymi przeciwnikami. Lecz dla mrukliwego Jonsona tak nie było. Jego gniew na poczynania Russa tylko wzrósł, gdyż uważał pierwszy cios za zdradziecki. Wymierzył śmiejącemu się Russowi podwójne uderzenie i fenrisjański Patriarcha padł nieprzytomny na ziemię. Gdy otaczające arenę pojedynku Mroczne Anioły zaintonowały pieśń zwycięstwa, zszokowane Kosmiczne Wilki cicho wyniosły swego zdruzgotanego dowódcę. Gdy Russ odzyskał przytomność, Mroczne Anioły już odleciały, by wziąć udział w kampanii allizorskiej. W ten sposób zapoczątkowana została waśń między Aniołami i Wilkami. Uraza ta przetrwała dziesięć tysięcy lat, jednakże tylko w duchu braterskiego współzawodnictwa. Za każdym razem, gdy siły Mrocznych Aniołów oraz Kosmicznych Wilków biorą udział w jednej kampanii, wtedy wybierają z pośród swych wojowników po jednym czempionie. Staczają o­ni ze sobą rytualny pojedynek, naśladując swych Patriarchów.



Komentarze

madprofesa
29-11-2006 - 20:11

Well done Brother. Podziwiam za upór i wytrwałość w tłumaczeniu, chociaż pewnie Ci to sprawia frajdę więc powinno być trochę łatwiej. Może kiedyś Faber & Faber lub inny Copernicus to puści, czego serdecznie życzę.

Ardis_deLeveren
29-11-2006 - 21:11

Mlask. Nareszcie... :D Chociaż uważam, że przesadziłeś z tymi karabinami wyborowymi; można było zostawić "snajperskie". ;] Ale tak czy inaczej, sam mniód. :] Będzie więcej?

brother_bethor
30-11-2006 - 07:28

O ile wiem, to nie ma czegoś takiego w naszej armii jak snajper. Są za to strzelcy wyborowi i takowe karabiny. :]

Dlaczego mówisz: nareszcie? Tak, będzie więcej.

Morkai
30-11-2006 - 08:58

Kawał swietnej roboty Rafał! Czekamy na więcej

madprofesa
30-11-2006 - 18:53

@ No bez przesady ja myslę, że jakichs kilku snajperów tam mamy:)

To jest kwestia broni:

Karabin snajperski musi być w stanie razić cele do 1000, 1500 metrów.

Karabin wyborowy lub karabin wsparcia taktycznego (np: Dragunov) ma zasięg tylko około 600 metrów.

Ardis_deLeveren
30-11-2006 - 20:30

Ok. Po raz kolejny terminologia wojskowa zaskakuje mnie swoją kreatywną niestrawnością (ktoś miał pomysł, żeby nazwać karabin "wyborowym"... Prawie, jak wódka. xD). ;]

Bethorze - mówię: nareszcie, bo się wyczekałem na kolejny kawałek tej historii. ;)

brother_bethor
01-12-2006 - 11:20

W życiu nie słyszałem o takich podziałach, Madprofesa. I, jeśli można, to Dragunow a nie Dragunov. To jest polska pisownia nazwiska konstruktora tej broni. :)

Bracie Ardisie, to się jeszcze trochę naczekasz na następne rozdziały :]

madprofesa
01-12-2006 - 17:57
Dragunow, zgadza się. A podział jest dosyć nowy i nie dotyczy tylko samej broni, którą w sumie jest trudniej zakwalifikować, a bardziej typu jednostki.

Strzelec wyborowy to zwykły piechociarz z talentem strzeleckim, który jest integralną częścią danej jednostki: drużyny, plutonu itp. Porusza się razem z grupą i ją wspiera, ma zazwyczaj taki sam sprzęt( niekoniecznie ale zazwyczaj, tylko czasami ulepszony np: zamiast zwykłego M4, M4 z celownikiem optycznym i dwójnogiem).

Natomiast snajper to jednostka elitarna i o dużej autonomii. Na gruntowne wyszkolenie snajpera potrzeba wielu lat, niektórzy mówią, że siedmiu. Snajper nie musi i często nie jest przypisany do konkretnej "grupy", działa sam lub w parze. Jego broń rózni się od zwykłych szturmowych karabinów czy karabinków ponieważ musi być w stanie skutecznie razić na dystansie często przekraczającym 1000 metrów. Dragunow tu raczej odpada za to u nas używa się głównie fińskich karabinów snajperskich SACO, bardzo cenionych zresztą.

Sorki za offtop ;))
Skoti
02-12-2006 - 20:19

Spoko madprofesa - tutaj offtop nie jest ścigany

Hjamlar_a.k.a._Kula
02-12-2006 - 21:03

Teksty ładny tylko zakłamany... ;] Cały spór między Wilkiem a Lwem bieże się stąd, że Anioły odłoniły flankę Wilków, co doprowadziło do licznych strat po naszej stronie...

Hjamlar_a.k.a._Kula
02-12-2006 - 21:16

A i miało być "odsłoniły"... A co do sporu o snajperki, to zapomniano o karabinach przeciw... anitmaterial rifles... czyli broń snajperska strzelająca nawet nabojami 20mm (lekkie działko) jak np. Barrett M82A1 "Light Fifty" - kaliber 0.50 semi automatic... Więc uważam, że z czegos takiego korzystają scoutci SM.

madprofesa
03-12-2006 - 01:31
@ Hjamlar a.k.a Kula, nie miałem zamiaru wymieniać tu wszystkich rodzajów karabinów "snajperopodobnych", chodziło mi tylko o to, że jest pewna różnica między tym co po angielsku zowie się - "sniper" a "marksman"( różnica opisana powyżej). Co prawda nie we wszystkich armiach świata ten podział funkcjonuje ale to już inna historia.

A co do amerykańskiego Barretta to wszystkie jego odmiany strzelają nabojem 12.7 x 99 mm.
Ale zgodziłbym się, że skauci mogliby by właśnie z tego typu giwery strzelać bo tylko coś takiego byłoby w stanie ruszyć power armours (pocisk z tego karabinu może przebić silnik samochodu osobowego na wylot). Poza tym karabiny skautów nawet trochę przypominają Barretty lub inne anti-materiale.