Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
poniedziałek, 22 stycznia 2007 - 20:53

Strona gotowa do druku
Pasje
Otóż odmienność sytuacji moich figurek i figurek Ibsena jest dostrzegalna gołym okiem. O ile Tyranidzi mają swoje międzyspotkaniowe leża w ciepłych szafach mieszkania ich Uber Dowódcy o tyle moje figurki od dłuższego czasu spoczywają opuszczone w zimnej piwnicy. I średnio się o nie troszczę. Prawdę powiedziawszy w ogóle się nie troszczę. Korzystając zatem z odrobiny wolnego czasu zszedłem do moich kazamatów i spojrzałem na te wszystkie torby (z Ikei), reklamówki (różne), pudełka po czajnikach elektrycznych itp. pełne z dawna nie widzących światła dziennego moich milusińskich – no a jak na to spojrzałem, to zrobiło mi się żal. Tak po prostu. Zrobiło mi się tak jakoś nostalgicznie. Przypomniałem sobie czasy, kiedy regularnie rozstawiałem wszystkie swoje figurki na stole i się… napawałem. Tak, napawanie się widokiem kolekcji to coś co lubię. I jak tak sobie przypomniałem, że napawanie było takie miłe to, o eureko, olśniło mnie i uznałem a dlaczego by się nie napawać dalej. Wytarganie wszystkich możliwych pudełeczek, reklamówek, toreb itp. do mieszkania trochę trwało i zakończyło się atakiem kichania i kataru po zniszczeniu olbrzymiej cywilizacji roztoczy.A potem zacząłem otwieranie pudełeczek. Aż mi się łezka w oku zakręciła.Moja przygoda z figurkami zaczęła się od Warzona. Ale wtedy jeszcze byłem za młody na objawienie i zamiast zacząć grać po prostu uznałem, że to takie dziecinne bawić się żołnierzykami. I nigdy się nam z Ibsenem zagrać nie udało. No cóż potrzebowałem kilku lat żeby odpowiednio zdziecinnieć i dorosnąć do mojego pierwszego systemu. Tak, tak był to Warhammer Fantasy Battle w zakręconej 5 edycji. Pamiętam jeszcze te wszystkie tekturowe karty przedmiotów magicznych czy bohaterów, którzy w pojedynkę kosili połowę armii. Pamiętam swoje dywagacje nad wyborem swojej pierwszej armii. Jakoś tak kurcze zawsze ciągnęło mnie w kierunku praworządności. Zastanawiałem się nad wysokimi Elfami albo Imperium. No i wybrałem Imperium. Pewnego dnia wszedłem do Barda i kupiłem podręcznik. Ktoś obok zaśmiał się: „Twój portfel właśnie zaczyna krzyczeć. Oczywiście sprzedawca profesjonalnie zapewniał, że spokojnie mniej kasy idzie na figurki niż karcianki i mam się nie przejmować. No i się nie przejmowałem. Zrozumiałem to po rozpakowaniu wszystkich pudeł.Pierwszym boxem jaki kupiłem to 16 halabardników. Były to jedne z pierwszych jednostek, które nie przypominały ataku klonów. A że w czasach studenckich ma się tyle wolnego czasu ile się chce, to udało mi się ich pomalować. Ale pierwszym pomalowanym przeze mnie modelem ever (oczywiście bitewniakowym) był Mercenary General. Do dzisiaj uważam, że to jedna z najładniejszych figurek jakie mam (nie mówię o poziomie malowania).



No musicie przyznać, że jak na pierwszy model nie jest aż tak bardzo tragicznie.



No cóż odkryłem zbyt późno, że warunki przechowywania nie służą halabardnikom. Pierwszy pomalowany regiment, przy okazji którego odkryłem, że malowanie oczu jest dość trudne.

Przez kilka lat kolekcja spokojnie sobie rosła, rosła. Nie byłem turniejowym bywalcem toteż znajdowały się w niej modele różne, różniaste. Miałem plan dozbierać wszystko i prawie się mi udało. Nie mam chyba tylko Wilczych Gwardzistów no i tego co pokazało się wraz z siódmą edycją. Ale ma całkiem sporo.



Jak ja się pieściłem z tymi modelami. Imperialny inżynier, który z pistoletem powtarzalnym, dołączony do moździerza stawał się naprawdę niezłym wymiataczem.


Park artyleryjski. Kurcze wszystko pomalowane. I mam nawet Hellblastera z piątek edycji, potencjalne 90 hitów z S5 -3 do save’a.

A tą figurkę ktoś kojarzy – Wielki Mistrz Zakonu Blanzing Suns. A jaki byłem dumny z niej jak ją pomalowałem. Dzisiaj raczej lekko się uśmiecham.

A to najlepszy przykład, że mi się chciało. Sztandarowy armijny od zawsze. Kilka godzin ślęczenia nad skanerem i photoshopem, no i papier fotograficzny. Nieźle co ?


A to już Baltazar Gelt, bohater specjalny, Wielki Mistrz Szkół Magii. A ponieważ był magiem z kręgu Metalu, to jego pegaz ma srebrno - złote skrzydła. Z tego modelu to nawet jestem zadowolony.


A tutaj będę nieskromny. To najładniej pomalowany przeze mnie regiment. I to pomalowany w całości. Huntsmen’i.


A to kolejny dowód, że mi się chciało. Dwudziestu chłopa pomalowanych z podstawkami włącznie. I to całkiem przyzwoicie.



Strona << | 1 | 2 | 3 | 4 | >>

Komentarze

ES
22-01-2007 - 21:35
Zaskoczyłeś mnie Sławku... Że artykuł będzie fajny, to się spodziewałem, ale że wrzucisz do niego taką dawkę luzu, humoru w stylu Bustera Keatona? Rewelacja :D
I doskonale Cię rozumiem, bo napawanie się to jest coś, co uprawiam od dawna i pewnie nigdy mi się nie znudzi. Wielkie dzięki za omega zajebisty ubaw wieczorny!
Skoti
22-01-2007 - 21:36
Gratki Slav. Super podsumowanie figórkomanii :). No i oczywiście trzymam kciuki za malowanie w chociaż trzech kolorach :)
Ja mam inną metodę. Chociaż sie trochę zacząłem z tego wyłamywac, ale jakoś mi się udaje. Nie zaczynam kolejnego oddziału zanim nie skończę tego co mam rozpoczęty. Jakoś to działa. No i to, że skończyłem armię necronów na 2k, nie oznacza, że ich więcej nie kupię. wręcz przeciwnie. Zamierzam powoli dokupywac modele, tak aby miec armię na 3k lub więcej :D
Ardis_deLeveren
22-01-2007 - 23:21

Ja bym się bał stawiać figurki na podłodze. Naprawdę. :D

Jest późno, i nie chce mi się myśleć, więc w podsumowaniu napiszę tylko: świetny artykuł. :)

A bezsenności nie życzę. Od tego się umiera. ;]

ibsen
23-01-2007 - 08:51

Fajny tekst... Ano ano... Wspominkowo mi się zrobiło... Pierwsze modele do Warzona to w ogóle Slawowi dałem... żeby ktoś ze mną zagrał... Bo byłem pierwszym wielkim prekursorem figurkowym w całym moim ówczesnym otoczeniu (okazało się że Verbal, którego wtedy nie znałem, też się równolegle zarażał na własną rękę)... Byłem też pierwszym ziomem, który wziął i sprzedał za bezcen kolekcję kraśków na jakieś 5000 punktów (bez magicznych przedmiotów)... Smutne to było trochę, ale w sumie nie żałuję... tylko że nie mam się teraz zbytnio czym napawać... bo zostało mi raptem kilkaset modeli... ;-)

Morkai
23-01-2007 - 09:27

Alez fajny "artykuł" :) A raczej powiedziałbym wyznanie :D Tak. Jestemy już pomału w takim wieku, gdzie pewne chwile, pewne zdarzenia w życiu stają się LEGENDARNE. Pomimo nawet że wtedy nie zdawalismy sobie z tego sprawy. Po prostu z figsami do WHFB wiążą się Sławku Twoje miłe chwile i już. U mnie osobicie zwyciężyła bardzo głęboka niechęć do tego systemu i nijak nie potrafie wykrzesać z siebie jakiegokolwiek miłego myslenia o nim :) Mnie się fluffowo nawet cał Stary Swiat nie widzi... jest jakis taki pokurczony, mały, nudny.....

A Siostry - bardzo lubię ta armię musze przyznać. Jest jedną z najbardziej klimatycznych armii w WH40k. Oddaje duchem wszystkie założenia flufficzne. W graniu wiadomo jak jest, ale musze przyznać, że Slaw opanował zasady WH naprawdę bardzo dobrze, co pozwala mu nie zapominać o rzeczach istotnych (jak mnie na ten przykład :) ) w trakcie bitwy.

Jeszcz raz - gratz i dzięki za taki artykuł. Swietnie sie czytało i oglądało.

de_wil
23-01-2007 - 21:59

ładna podłoga. dębina? :-)

Slaw
23-01-2007 - 23:15
Podłoga to świerk, ale ponad pięćdziesięcioletni, ostatnio odnawiany ;).

Naprawdę jak wyciągnąłem te wszystkie zabawki to zrobiło mi się wspominkowo. Dziwne, ale nigdy nie sądziłem, że dożyję dnia w którym powiem: "a moich czasach to....". A zaczynam się niekiedy łapać na podobnym tonie i melancholi niemalże.

Pozdrawiam
S.
brother_bethor
24-01-2007 - 20:43
Świetny art Sławku :) Podobnie jak ES, ja tam nie mam problemów z podziwianiem swojej kolekcji (przynajmniej jej większej części), gdyż cały jeden segment meblościanki od dawna okupują moje ukochane Mroczne Anioły (z niewielką domieszką modeli z innych systemów/armii...). Kurde, chyba będzie trzeba napisać podobny art ;)
Verbal
25-01-2007 - 10:16

Chyba nie tylko Ty Bracie B. ;). Kurde strasznie się sentymentalnie zrobiło, a jak się fajnie czytało i łezkę ocierało ... kurza jak sobie przepomnę jak intensywnie próbowałem dogonić z ilością figur do WFB Slawa i Ibsena ojojojo ;). A teraz moje mroczne elfy leżą w kilku niezależnych i rozlokowanych w róznych częściach świata miejscach eh ... chyba trza to będzie zebrać do kupy ... i w końcu sprzedać :)

Będzie na DKoK ;)