Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
poniedziałek, 29 stycznia 2007 - 12:00

Strona gotowa do druku
WH40k

CALIBAŃSKI APOKRYF
historicum archivus

autorstwa Shadow Guard'a
Opiekuna Twierdzy

przetłumaczone przez Brata Bethora

Rozdział czwarty: Zdradzona brać

Wielka zdrada, znana jako Herezja Horusa, rozrywa Imperium na strzępy. Rozdział ten opisuje położenie Mrocznych Aniołów w czasach ogromnego smutku, a także epicką podróż do serca Imperium.


Trwała Wielka Krucjata. Rozpędzona i niemożliwa do zatrzymania kampania, dzięki której poszerzano granice Imperium i odzyskiwano kolejne światy dla rodzaju ludzkiego. Każdy z legionów miał w niej swój udział, odnosząc zwycięstwa i zdobywając wyróżnienia. Sława Mrocznych Aniołów i ich Patriarchy szybko rosła, gdyż tylko Horus mógł pochwalić się większymi sukcesami. Było to ogromne osiągnięcie, zważywszy na fakt, iż Horus został wyniesiony do godności Mistrza Wojny i był zwierzchnikiem połowy legionów. Jonson dowodził swymi ukochanymi Mrocznymi Aniołami z taktycznym sprytem oraz strategicznym geniuszem, który ustępował tylko Imperatorowi. Tam, gdzie to było możliwe, Patriarcha dowodził osobiście, prowadząc do zwycięstwa swych zakonnych braci. Legion ponosił relatywnie niskie straty, mimo niezwykłej determinacji, z jaką niszczył wrogów Imperatora. Upór ten i zawziętość wkrótce stały się legendarne.

Podczas gdy synowie Imperatora kontynuowali świętą krucjatę, moce ciemności analizowały zagrożenie, przed którym stały. Subtelne manipulacje, mające na celu podkopanie postępów ludzkości, zaczęły przynosić pierwsze efekty. Jonson ufał bezgranicznie Luthorowi. W końcu uratował mu życie, wtedy, gdy został odnaleziony. Od tamtej pory walczył przy jego boku. Byli towarzyszami broni i wielokrotnie razem stawiali czoła wielu niebezpieczeństwom. Małomówny, zwykle zamyślony Jonson doskonale dopełniał towarzyskiego i nieskromnego Luthora. Razem z osiągnięciami Lwa z reguły szła wspaniała retoryka Luthora. Lecz gdy Jonson wyruszył razem z większością legionu Mrocznych Aniołów (po odpoczynku i uzupełnieniu stanów tak osobowych, jak i materiałowych), zostawił wtedy Luthora, by ten strzegł rodzinnej planety oraz szlaków komunikacyjnych. Dla Lwa była to niezwykle ważna misja, której nie mógł powierzyć nikomu innemu. Potrzebował przyjaciela, któremu mógł zaufać, i na którym mógł polegać. Jednakże pycha i wojownicza natura Luthora miała obrócić w niwecz wszystko to, co zbudowała przyjaźń. W istnieniu ludzkości jedną z stałych była zdolność Sił Ciemności do manipulacji każdym człowiekiem poprzez odnajdywanie jego słabości. Duma wojownika wystawiona została na bezustanne, niezmordowane podszepty sączące się z Osnowy. Zazdrość Luthora rosła w miarę powiększania się sukcesów Jonsona. Czuł, że Lew i Imperator porzucili go wraz z jego braćmi na Calibanie. Jego elokwencja była dynamiczna i krzykliwa. Stopniowo, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, powoli naginał pozostawionych Mrocznych Aniołów do swojego punktu widzenia. Zamiast świętować zwycięstwa swych braci, brzydzili się ich. Każdy, kto nie zgadzał się z nimi, był po cichu mordowany. Pierwszymi, którzy zginęli, było kilku kapelanów, gdyż nawet Luthor wiedział, iż stawią mu opór.

Podczas gdy Siły Chaosu cichutko rozpościerały swoje wpływy wokół Luthora, ich ofiarą padł największy orędownik Imperatora, Horus. Na dzikiej planecie znanej jako Davin zapadł na wyjątkowo paskudną, złośliwą chorobę. Musiała to być bezpośrednia manifestacja chaotycznego boga rozkładu Nurgla, gdyż nikt nigdy nie słyszał, aby Patriarcha o nadludzkiej wytrzymałości zachorował na cokolwiek. Podczas rekonwalescencji, zgodnie ze swoim zwyczajem przyłączył się do miejscowej loży wojowników. Dał w ten sposób osobisty przykład, mający zachęcić jego ludzi do postępowania w myśl imperialnego dekretu. Zdarzenie to przeszło do historii rodzaju ludzkiego jako jego największa tragedia, gdyż loża ta była przykrywką dla kultu Chaosu, a Horus został opętany przez demona. Opętanie w żaden sposób nie przeszkodziło Horusowi w dalekosiężnym planowaniu i opracowywaniu wymyślnych podstępów. Mistrz Wojny był wybornym znawcą charakterów, zdolnym do ich natychmiastowej oceny. Oceniwszy mocne i słabe strony swych braci Patriarchów, rozpoczął stopniowo oddalać od siebie tych, którzy byli całkowicie lojalni wobec Imperatora. W tym samym czasie Imperator przewodniczył odbywającym się na planecie Nikea obradom, dotyczącym używania magii oraz studiowania magicznych sztuk. Tamże, w gorących dyskusjach ścierali się zwolennicy, wśród nich jednooki Magnus, Patriarcha legionu Tysiąca Synów, z przeciwnikami, między innymi z Lemanem Russem. Ostatecznie Imperator zadekretował, iż szkolenie i zatwierdzanie ludzkich psioników będzie odbywało się w Scholastica Psykana oraz, że każda inna forma stosowania magii będzie zakazana.

Oburzony i rozczarowany Magnus wrócił do domu szukając tam pocieszenia. Jego zdolność do spoglądania w głąb otchłani Osnowy pozwoliła mu ujrzeć straszne zło, które narodziło się na Davin. Zobaczył potworne wirusowe bombardowanie Istvaan IV, będące makabryczną formą ofiary, jaką Horus złożył swoim mrocznym bóstwom. Wyraźnie dostrzegał pychę i zarozumiałość swych braci Patriarchów, manipulowanych przez Horusa. Wypowiedzenie posłuszeństwa przez Mortariona z Gwardii Śmierci, Angrona od Pożeraczy Światów i skuszenie Fulgrima, dowódcy Dzieci Imperatora. Zdradziecką pułapkę zastawioną na mających przywlec Horusa przed oblicze sprawiedliwości Coraxa z Kruczej Gwardii, Vulkana od Salamander i Ferrusa Manusa dowodzącego Żelaznymi Dłońmi. Zdradę Żelaznych Wojowników Perturabo razem z Władcami Nocy Night Hauntera, Niosącymi Słowo Logara oraz z Legionem Alfa Alphariusa, którzy zamierzali uderzyć na tyły niczego nie podejrzewających legionów lojalistów. Odciągnięcie na Wschodnie Rubieże Guillimana z legionu Ultramarines oraz wysłanie lojalnych Kosmicznych Wilków i Mrocznych Aniołów do Segmentu Tempestus. Magnus wysłał ojcu psychiczną wiadomość, próbując wybielić się w ten sposób w oczach Imperatora. Lecz Imperator zinterpretował to jako złamanie przyrzeczenia. Będąc przekonanym o tym, że Magnus oddał się potęgom ciemności, wysłał Lemana Russa oraz jego Kosmiczne Wilki, by zniszczyły Prospero. Bardzo prawdopodobne, że bogowie Chaosu ukryli przed Magnusem przybycie Wilków, pragnąc by ten wpadł w ich sidła. Brutalna pacyfikacja Prospero wraz z pokonaniem legionu Tysiąca Synów ostatecznie przypieczętowała przejście kolejnego Patriarchy na stronę Horusa.

Po cichu, wykorzystując zaufanie Imperatora, Horus wykonał swoje ostatnie posunięcie, wysyłając Kosmiczne Wilki wraz z Mrocznymi Aniołami daleko na Południowe Rubieże. Nie wywołało to żadnych podejrzeń, gdyż zwykle wystawiał oba legiony razem, by stymulować w nich ducha współzawodnictwa. Trzy lojalistyczne legiony: Krwawe Anioły Sanguiniusa, Imperialne Pięści Rogala Dorna oraz Białe Szramy Jaghataia Khana były zbyt blisko Imperatora, by można je było gdzieś przenieść. Zgodnie z rozkazem Horusa olbrzymia połączona flota Wilków i Aniołów kontynuowała podboje, nieświadoma zbliżającego się kataklizmu, mającego ogarnąć całe Imperium. W tym czasie garstka lojalnych wobec Imperatora Kosmicznych Marines, należących do Gwardii Śmierci, Pożeraczy Światów, Dzieci Imperatora oraz Synów Horusa, zebrała się w tajemnicy i opanowała pięć fregat, które stały na orbicie Istvaan. Cztery z nich poświęciły się, dając czas załodze Eisensteina na ucieczkę w Osnowę. Niestety, wieści o zdradzie Horusa dotarły do Imperatora zbyt późno, by zapobiec masakrze trzech wiernych legionów na Istvaan V. Na szczęście Imperator zdążył zmobilizować wierne mu oddziały w całym Segmencie. Horus zdał sobie sprawę, iż zdecydowana większość armii imperialnej jest nadal po stronie Imperatora. Ponadto trzej przebywający na Ziemi Patriarchowie okazali się całkowicie nieprzekupni. W połączeniu z wytrwałością Guillimana, taktycznym geniuszem Jonsona oraz czystą furią Russa Imperator byłby nie do pokonania. Ucieczka lojalistów na Eisensteinie doprowadziła do przedwczesnego ujawnienia planów Horusa. W tej sytuacji została mu już tylko jedna możliwość pokonania Imperatora: bezpośredni szturm na Terrę tak, aby Ultramarines, Mroczne Anioły czy Kosmiczne Wilki nie zdążyły mu przeszkodzić. Wspomagające go moce ciemności w dalszym ciągu blokowały transmisje międzywymiarowe, dlatego wybuch wojny domowej w Segmentach Solar oraz Obscurus uchodził uwagi Russa i Jonsona, aż dotarli oni do południowych krańców Segmentu Tempestus. Zaniepokojeni brakiem łączności z Terrą, pogłoskami o wojnie domowej oraz podejrzanie łatwymi postępami krucjaty, dwaj Patriarchowie zaczęli zdawać sobie sprawę, iż coś jest nie tak. Podczas wspólnej narady w gronie najbliższych doradców zastanawiali się, czy przypadkiem ich legiony nie zostały podstępem zwabione w Południowe Rubieże. Szerzące się plotki o buncie legionów oraz o niepokojach społecznych tylko wzmocniły podejrzenia, dlatego podjęto decyzję o zakończeniu krucjaty i powrocie bezpośrednio na Ziemię.


Najdłuższa podróż

Droga powrotna dwóch legionów to epicka opowieść wypełniona wielkimi czynami oraz straszliwą tragedią. Podczas tej podróży wiele walecznych czynów i niszczycielskich bitew kształtowało przyszłość obu legionów. Od czasu do czasu obie floty rozdzielały się, lecz mimo wszystko kontynuowały ciężką wyprawę, tak jak to było zaplanowane. Podróż przez Osnowę jest w najlepszym razie niebezpieczna, mimo jasno świecącej latarni Astronomikonu. Poza tym czas tam płynie zupełnie inaczej. Dla podróżnika mogą minąć miesiące, a nawet lata w realnej przestrzeni, gdy w Osnowie trwa to zaledwie parę godzin. W czasie narady poprzedzającej wyruszenie w drogę powrotną, Jonson i Russ ustalili szczegółową marszrutę krótkich skoków międzywymiarowych, mających utrzymać wymaganą dokładność oraz zabezpieczyć floty na wypadek rozdzielenia. Gdziekolwiek nie wylądowali, widoczne były ślady płomieni ogarniających galaktykę. Milion światów przeszło na stronę Mistrza Wojny i walczyło pod jego sztandarami. Russ interweniował w układzie Tallarn, by odbić przemysłową planetę Roxburg. Tamże własnoręcznie pokonał tytana typu Warlord, a wyczyn ten przeszedł do legendy. Jonson martwił się, że każda bitwa, w której biorą udział coraz bardziej opóźnia ich powrót. Russ twierdził z kolei, że postoje w celu uzupełnienia paliwa i odnowienia zapasów są niezbędne, a ponadto wspieranie lojalistycznych twierdz jest strategiczną koniecznością. W skrytości ducha obaj uważali, iż ten drugi ma rację, lecz napięcie nie ustąpiło. Myślami byli cały czas przy ojcu, a im bliżej byli Segmentu Solar, tym bardziej zdawali sobie sprawę, że ich największe obawy są prawdą.


Jednym z kolejnych przystanków miał być imperialny punkt zborny na planecie Kalidus, wokół której krążyła olbrzymia orbitalna forteca, pełniąca rolę zarówno stacji obronnej, jak i portu przeładunkowego. Gdy połączone floty wyskoczyły z Osnowy w pobliżu planety Kalidus, ich statki zwiadowcze zameldowały o bombardowaniu orbitalnym, prowadzonym przez kosmiczny fort. Prowadzący okręt rozpoznawczy wciągnął na pokład niewielką kapsułę ratunkową, która dryfowała w przestrzeni. Jej jedyny pasażer, mężczyzna zwany Tarusem, został przyprowadzony przed oblicze obu Patriarchów. Tarus zdał relację z wydarzeń, których był świadkiem pracując na pokładzie gwiezdnej fortecy jako zbrojmistrz. Najprawdopodobniej cała załoga fortu została opętana przez demony a on był jedynym, który, odpalając kapsułę ratunkową, uciekł ze stacji w czasie jej opanowywania. Teraz opętana załoga powoli bombardowała planetę, niszcząc miasto za miastem.

Kalidus, dzięki swoim ogromnym fabrykom i armamentoriom był ważnym światem dla flot Imperialnej Marynarki Wojennej, które tu uzupełniały swe zapasy. Utrata bazy zaopatrzeniowej o takim znaczeniu miałaby straszne konsekwencje dla całego Segmentu, nie mówiąc już nawet o sektorze. Jonson, mimo że zdawał sobie z tego sprawę, nalegał na kontynuowanie podróży ku Ziemi. Russ chciał zniszczyć fort i oswobodzić w ten sposób ludność Kalidusa. Honor Kosmicznego Wilka domagał się jak najszybszego działania. Obaj Patriarchowie reprezentowali całkowicie przeciwstawne poglądy. Ciężar odpowiedzialności oraz napięcie wywołane przedłużającą się podróżą zaczynało odbijać się na obu dowódcach. Nagle obaj bracia stanęli naprzeciw siebie wymieniając ciosy. Tym razem byli gotowi, uzbrojeni w noże szturmowe. Obserwujące to Anioły i Wilki nie były w stanie im przeszkodzić. Russ chlasnął Jonsona w policzek, który w odpowiedzi rozszarpał mu nożem ramię. Walka trwała już od niecałej godziny, aż obaj Patriarchowie zamarli bez ruchu patrząc na siebie z niedowierzaniem. Zasłona, która spowijała ich umysły uniosła się. Rozglądając się wokół dostrzegli kapelana Mrocznych Aniołów, Uzziela, stojącego z dymiącym pistoletem plazmowym nad czymś, co jeszcze przed chwilą było Tarusem. Uciekinier okazał się być demonem wypaczającym umysły. Kapelan zauważył reakcję Tarusa na walkę Patriarchów i słusznie założył, że Chaos maczał w tym palce. Bracia zgodzili się, że pozostawić tak niebezpiecznie potężnej istoty na pokładzie stacji bojowej nie można.

Połączone siły Kosmicznych Wilków i Mrocznych Aniołów błyskawicznie zaatakowały orbitalny fort. W pozbawionych powietrza korytarzach ogromnej instalacji Kosmiczni Marines walczyli z bełkoczącymi demonami. Większe demony starły się z Patriarchami. Centymetr po centymetrze przedzierali się do rdzenia reaktora, w którym następnie Jonson osobiście założył ładunki termiczne. Ogromna eksplozja, która po tym nastąpiła, oznaczała odesłanie demonicznej hordy z powrotem do Osnowy oraz uwolnienie ludności Kalidusa.

Korsarze byli powodem większości zamieszania panującego w czasie wojny domowej. Potężna armada piracka zaatakowała lojalistyczną flotę w pobliżu świata zwącego się Lemora. Jonson zrealizował przebiegły plan, który pozwolił prawie całkowicie zniszczyć piratów, a także pochwycić ich przywódcę: Ghorana Nawigatora. Lew oszczędził mu życie i zmusił do złożenia przysięgi na wierność Imperatorowi. Dzięki temu Ghoran oraz resztki korsarskiej armady dołączyły do legionowej floty.

Notatka: Autor przekładu: Brother Bethor


Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

ibsen
29-01-2007 - 12:32

Kolejna odsłona przekładu, będącego przedstawicielem tego gatunku 40k-owej beletrystyki, który zarówno jest mi kompletnie obcy (za patos, patos, powagę oraz patos) jak i miły (za patos, epikę, patos i patos)... Jak już Bethor skończy to trza będzie wszystko do kupy pozbierać, dowalić jakie ilustracje i w formie PDFa udostępnić do ściągania... Tak sobie myślę :-)

Ardis_deLeveren
29-01-2007 - 12:34

Wspaniała opowieść z niezwykłych czasów... Eh...

Świetna robota, Bethorze.

Morkai
29-01-2007 - 14:14
Ibsen. To ma swoje medyczne uzsadnienie. Tak zwana schiza :D ;)
Co do Apokryfu - kolejna świetna odsłona Bethorze. Samego Apokryfu za bardzo nie lubię, ale nie za patos a za kilka błędów, które mnie mierżą troche :D
brother_bethor
29-01-2007 - 17:27
Możesz mi powiedzieć, co to za błędy? Postaram się je poprawić. No, chyba, że masz na myśli TE BŁĘDY. A tego za Chiny nie poprawię. :P
ibsen
30-01-2007 - 08:22

A teraz z kategorii rzeczy zabawnych... Jak się w google wklepie "apokryf calibański" to ten antyterrorystyczny program made in USA oferuje zmianę nazwy wyszukiwanego przedmiotu na: "apokryf talibański" hehehehe... Ot i cała prawda i Mrocznych Aniołach ;-)

Verbal
30-01-2007 - 10:01

Eh czytam sobie kolejną odsłonę tego tekstu i żal mnie w dołku ściska, że tak doskonały kawałek fluffu nie ma nawet procentowego odbicia w nadchodzącej nowej edycji DA (głównie w figurach). Tak czy inaczej dziękuję za dobrą jak zwykle robotę bracie.

brother_bethor
30-01-2007 - 11:06
Na szczęście, google nie znajduje talibańśkiego apokryfu więc wizyty Navy Seals czy Delta Force nie musimy się spodziewać. :D

Verbalu, ale i tak modele dla Mrocznych Aniołów będą najładniejsze.
ES
30-01-2007 - 12:16

Bethorze: kiedyś będą - na pewno nie w tej edycji 40k :D

brother_bethor
30-01-2007 - 13:15

Jeżeli masz na myśli te vostrojańskie potworki...

a z resztą, o gustach się nie rozmawia, więc kontunowanie tego wątku nie ma sensu. Przecież nikt z nas nie zmieni zdania w tej kwestii.

ES
30-01-2007 - 13:34

Jasne! Ja sobie ino żartuję, drażnię się tylko :] Nowe modele DA są zupełnie przyzwoite, choć trochę rozczarowany jestem, nie ma co kryć. A Vostroyanie... Cóż, ważne, że nie pozostawiają obojętnym :)

brother_bethor
30-01-2007 - 14:17

Prawdę powiedziawszy to miarodajną opinię o nowych modelach będzie można wydać gdy zostaną one wypuszczone na rynek. Na podstawie obecnie dostępnych zdjęć trudno wydać miarodajną opinię (no, może za wyjątkiem Sammaela, gdyż jemu zrobiono całkiem dobre foty).

Saminius
11-02-2007 - 12:37

No to dobrnąłem do końca apokryfu. Bethor kawał dobrej roboty w tłumaczeniu. Jestem pod wrażeniem. Sama historia mnie urzekła tak jak 6 lat temu gdy czytałem historię Krwawych Aniołów.

brother_bethor
14-02-2007 - 10:24

Dzięki, na pewno Cię ucieszy wiadomość, że to nie ostatnia część Apokryfu. Kolejna już w drodze!

Micharius
29-08-2010 - 16:03

Wszytko super bracie Bethorze ale nie wydaje Ci sie , że zbyt krystalicznie opisałeś Lwa? Sam jestem wiernym kapelanem 4 kompani Mrocznych Aniołów ale jak słyszałem Lew był bufonowatym i zarozumiałym dupkiem;/..