Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
czwartek, 08 lutego 2007 - 11:24

Strona gotowa do druku
WHFB
W ostatnich czasach losy mojej figurkowej odysei były co nieco burzliwe. Po tym jak urządziłem sobie wspominkową ucztę sentymentalno – podłogową odżyła we mnie potrzeba kontaktu z fantazyjną częścią mojego figurkowego hobby. Czyli zakręciło mnie trochę na kwadraciki. I w zasadzie o tym będzie ten artykuł. Poza tym na innych frontach też sporo się działo. Naszło nas – czyli SubRosariuszy – na zamówienie z Forge World’u. A mi od dawna chodził jeden model po głowie. Od bardzo dawna. Zawsze kiedy wchodziłem na stronę FW moje tęskne oczęta spoglądały w jego kierunku. Tylko nigdy nie miałem na niego pieniędzy. Aż się znalazły. Tym samym przyjechał do mnie piękna i cudowna Valkiria. Pełnowymiarowa, nie jakieś tam Epickowe pokurcze. Wiecie jak to miło usiąść sobie w samochodzie i sam na sam porozmawiać ze swoją Valkirią? Oj, bardzo, bardzo miło. Teraz czekam z niecierpliwością aż ta przeobrazi się w cudownie wymalowaną Valkirenkę i będzie mogła do mnie wrócić już śliczna i błyszcząca.



Moja Ci o­na, moja. Nie dam ja jej katu ani artylerii plot.

W międzyczasie miałem się pojawić na turnieju Kastraton, który w dniach 3-4 lutego odbył się w Katowicach w MDK Szopienice – Giszowiec. Pojawić się nie pojawiłem z powodów różnych i wszelakich, ale pokłosiem zamiaru pojawienia się był zakup (a jakże!) Świętej Celestynki. Jakoś nigdy nie darzyłem specjalnych bohaterów nadmierną admiracją, ale trzeba przyznać, że Celestyna ma pewne walory za które cenić ją trzeba. Nawet będąc kultystą Slanesza.

I odkryłem wtedy zgubną dla swojego portfela okoliczność. W sumie od dawna nie robiłem zakupów w normalnych stacjonarnych sklepach. Wiadomo drożej niż w necie a tak w ogóle to większość moich zakupów to Mail Order. Ale sklepy stacjonarne zawsze miały jedną zaletę. Wchodząc do nich bez gotówki było się bezpiecznym. Brak kaski oznaczał brak zakupów. Kredyt zdechł, żadne tam bitte, zapłacę później itp. nie wchodziło w rachubę. Tymczasem kiedy trzymałem już w łapkach moją Celestynkę zobaczyłem na półce podręcznik do 7 ed. do Imperium. No i przy okazji okazało się, że w Bardzie zainstalowano czytnik kart. No i to było za dużo zbiegów okoliczność. Wszystko mi mówiło – masz kupić ten podręcznik. Wiłem się w konwulsjach – tłumaczyłem, że nie chcę, że i tak sobie nie zagram, że po co mi o­n.. Nic to – kupiłem. Army Book do Imperium. Ech… człowiek im starszy tym głupszy. I to wszystko przez czytnik do kart, bo gotówki oczywiście by mi nie wystarczyło. Teraz już nie będę wchodził do Barda tak odważnie.



Niby tak niewinnie wygląda ale nie dajcie się zwieść. To dominium Cesarza a nie Imperatora.

Pierwszego nerwowego przeglądania dokonałem jeszcze prowadząc swoje auto w Katowickich korkach. Oczywiście nie jest to specjalnie wygodne, podjeżdżanie, zerkanie, hamowanie, podjeżdżanie, zerkanie, hamowanie. W każdym razie pierwszą refleksją po szybkim zerkaniu, była ta, która towarzyszyła mi również w trakcie pogłębionego zerkania na spokojnie, a mianowicie – Czy o­ni mi sprzedali stary podręcznik?

Podręcznik a jakże jest kolorowy, na papierze ładnym i ogólnie wydany na poziomie do którego GW zdążyło nas przyzwyczaić. Jednym słowem standard, nic nadzwyczajnego. Ale też nie ma co narzekać.

Problem zaczął się w środku. Szybkie przeglądanie było raczej wyprawą w przeszłość. Ilość nowych grafik czy fotografii na które można było natrafić jest ekstremalnie mizerna. Prawie wszystko było już gdzieś, kiedyś narysowane i opublikowane. Wiem, że część grafik to prawdziwa klasyka – chociażby taki Sigmar pastwiący się nad tymi, którzy mieli pecha stanąć mu na drodze. Ale ogólnie wrażenie było mniej więcej takie – o ! to z pierwszej albo drugiej edycji. O! A to z piątej. Hehehe – a tutaj z szóstej. Nawet spora część fotografii w części hobbystycznej pozostała z poprzedniego podręcznika.

Zasady nie zostały poddane jakiejś rewolucji, ale z obiegu zasadowego w WFB wypadłem już dawno, dlatego nie będę się na nich skupiał, bo też żaden ze mnie autorytet. To co mnie osobiście zasmuciło to brak „Białych Wilków” jako samodzielnej jednostki z ich młotami kawaleryjskimi - teraz to po prostu Knightly Order z dwuręcznymi młotami. No i bije w oczy Sztandar Gryfa za 55 punktów, czyli trzeba mieć sztandarowego armijnego, aby dodać go do jednostki. Znormalniał trochę Czołg Parowy, poprzez to, że otrzymał parametr Wytrzymałość. Pojawiła się też dziwna machina, której celność można porównać jedynie z Katiuszą, a że sama jest wyrzutnią rakiet to niby wszystko się zgadza. Lekko Pythonowskie są Bombowe Gołębie, które mogą być na wyposażeniu inżynierów. To chyba jedyna rzecz, która w trakcie lektury tego podręcznika wywołała mój uśmiech. To co mi się spodobało to powrót szeregu bohaterów specjalnych. Po posusze 6 ed., gdzie było ich tylko dwóch, tym razem pojawiło się ich sześciu z Karlem Franzem na czele (chociaż już niestety bez nieodżałowanej zasady „Incarnation of Sigmar”).

Generalnie zwraca uwagę wprowadzenie nowej systematyki budowy zasad. Opisy zasad specjalnych są oddzielone od listy armijnej. Tym samym mamy najpierw przekrój przez oddziały stanowiące o sile i składzie armii Imperium, a dopiero później możemy sobie sprawdzić w co je można wyposażyć i za ile. Niby trochę czytelniej, ale w gruncie rzeczy zmiana ta ani mnie ziębi ani grzeje.

Podsumowując poczułem się nabity w butelkę. Zrobiony w balona. Jak pierwszoroczny student na plantach przez starą cygankę. Ale sumie nie będę się pieklił. No bo co się tak naprawdę w tym Imperium miało zmienić. W sumie zmienić się miało niewiele i tyleż się właśnie zmieniło. Dlatego jako wierny poddany Karla Franza stawiam sobie kolejny już podręcznik na półeczce obok wszystkich poprzednich. W pełni świadomy, że chociaż ten do 8. ed. będzie wyglądał niemal identycznie to też go kupię. Taki już los figurkofila.

Pozdrawiam Sławek



Komentarze

ibsen
08-02-2007 - 12:28

Jedyny komentarz jaki mi się nasuwa po lekturze brzmi następująco: po co kupiłeś podręcznik do tak niszowego systemu jak WHFB? :-)

A tak na poważnie, to jestem delikatnie zdziwiony, gdyż wydany chyba jako pierwszy kolejnoedycyjny podręcznik Krasnoludów był pełen smaczków, delikatnych lecz ważnych zmian no i oczywiście zwiastował pojawienie się praktycznie kompletnego garnituru nowych bardzo niebrzydkich modeli.

Morkai
08-02-2007 - 13:09

i wsysło cały komentarz, który napisałem :]

W skrócie - podziwiam Cie Sławku :D Ale to piękny objaw jak sie cokolwiek kupuje z sentymentu. Niestety ja nie potrafie dla WHFB wykrzesać nawet rzutu okiem :D Fajnie jest wracać czasem do swoich korzonków... ale ja jakos swoje powyrywałem i wypleniłem do tego stopnia, że na mojej jałowej glebie z tabliczką WHFB juz raczej nic nie wyronie.

ba! powiedziałbym że tą glebę załatwił doskonały rodek chwstobójczy pod nazwą Wh40k :]

Bardziej mnie ekscytuje ta Valkyria :D

brother_bethor
08-02-2007 - 14:35
Ej, no chopaki, weźta nie wódźcie na pokuszenie albowiem takiej Valkirii moja karta już nie wytrzyma :(

Ja, mimo, że w kwadraciaki już dawno nie gram, jakiś czas temu sprawiłem sobie księgę Leśnych Elfów. A gdy wydadzą następne Wysokie Elfy to i one dołączą do swych starszych braci. :)
Ardis_deLeveren
11-02-2007 - 11:53

Heheheh... Jak pierwszy raz patrzyłem na tytuł, to myślałem, że artykuł będzie na temat tłumaczenia samego "Empire", czy jako "Imperium", czy jako "Cesarstwo". :D

A, że nowa edycja jakiegoś podręcznka GW wywołuje rozczarowanie, jakoś specjalnie mnie nie dziwi...